Wolna myśl - skarb absolutnie bezcenny.
Właściciel bloga pisze:
2023-08-15 o 15:18
Chrystus i Maryja w poetyckim Spacerze po Biblii ks. J. Twardowskiego
Ważną przyczyną, dla której ks. Jan Twardowski uznany został wśród twórców polskiej kultury za poetę ewangelicznego jest jego Spacer po Biblii. Lekturowa przechadzka po tekstach Ewangelii skłoniła go do przedstawienia Chrystusa w trzech różnych sceneriach: bożonarodzeniowej, pasyjnej oraz tej związanej ze zmartwychwstaniem, w przypadku zaś Maryi do zaprezentowania Jej postaci w kontekście szeregu „odsłon” biograficznych aż po wniebowzięcie. Zdiagnozowana ewangeliczność poety-kapłana zyskała szczególne zabarwienie znaczeniowe dzięki wyraźnemu zaakcentowaniu przezeń ludzkiej kondycji zarówno Jezusa, jak i Jego Matki.
Kiedy rodził się Zbawiciel, witany przez „zawsze sobie krewnych – analfabetów”, nie grzmiały żadne archanielskie trąby, nic nie mąciło spokoju i ciszy kosmosu, stało się jednak niepostrzeżenie coś nad wyraz doniosłego: „świat się wcale nie zawalił / ale zgarbiony uśmiechnął się i zaczął się prostować” (Bóg się rodzi, moc truchleje, przy cytatach zawsze podany został tytuł utworu z edycji: J. Twardowski, Spacer po Biblii, Oprac. A. Iwanowska, Warszawa 1997). Narodzenie Pańskie wyznacza więc początek Dobrej Nowiny w skali wszechświatowej.
Ten uniwersalny wymiar zstąpienia na ziemię Boga w człowieczej postaci nie przesłania innego aspektu Jego obecności, który ks. Twardowski konsekwentnie eksponuje w wielu wierszach. Chodzi o „maleńkość” narodzonego Jezusa. „Bóg tak mały / że go nie widać” (Mały), choć zarazem Wszechmogący, wypełnia przestrzeń wyobraźni poety. Wciąż przywoływany obraz ”małego Boga”, świętego Dzieciątka, garnącego się do ludzi, bezradnego, ukazywanego w stajennym sztafażu budzi przede wszystkim głęboką tkliwość i rozczulenie. Bóg w bożonarodzeniowej projekcji poetyckiej Twardowskiego to słaba Kruszynka, istota mimo zagrożeń uśmiechnięta, a przy tym niepozorna, oczekująca ciepła i serdeczności od ludzi, to Ten, który pozwala się ochraniać, doglądać i wcale „się nie wstydzi / że jest taki mały” (Taki mały). Właśnie ta zależność i otwartość najlepiej świadczy, komu Jezus od początku jest niejako darowany i powierzony.
Jednocześnie od nikogo nie oczekuje On splendorów ani przesadnej dobroczynności, gotów „tłumaczyć otwartymi oczami”, że „naprawdę jest / więc oddaje wszystko” (O firankach w stajni). Boża Dziecina potrafi zachowywać się beztrosko, jak na malca przystało: „Bóg jak myszka zanurzył się w sianie” (Siano), ale nawet z tych niewinnych igraszek wynika coś uświęcającego, na co Twardowski natychmiast kieruje uwagę czytelnika – siano, w którym „nurkował” Jezus, stało się najzdrowszą „pościelą”, niezawodnym antidotum na bezsenność.
Z Jezusowym objawieniem się w świecie złączył poeta – zgodnie z tradycją biblijną – dwie kategorie postaci będących świadkami tego wydarzenia: pastuszków i mędrców. Poświęcił im piękny, refleksyjny wiersz pt. O jednych i o drugich. Ale to pastuszkowa mentalność była mu zawsze najbliższa. Dla przedstawicieli tego właśnie nieuczonego bractwa rezerwował zwykle szczególnie nobilitujące ich w jego oczach formuły poetyckie. „Bardziej dziecięcy niż dziecinni”, „bez problemów inteligenckich”, „prości”, „bezbronni”, „bez bólu głowy”, „posłuszni jak len na koszule” – oto określenia tych, którzy tworzą naturalne, swojskie otoczenie Maleńkiego „w tę noc, co nie wiedziała jeszcze, że jest święta” (Bóg się rodzi, moc truchleje). Są oni zarazem jakże po ludzku „niespokojni” i zatroskani, „czy się nie przeziębił / czy gwiazda w ostatniej chwili Go nie przestraszyła / czy miał suche pieluszki” (tamże) itp. „Pstrokaci pastuszkowie za progiem” wespół z „aniołami białymi w oknie” (W kropki zielone) stanowią jeden z najwspanialszych malarskich komponentów scenerii bożonarodzeniowej w omawianym zbiorze wierszy. Obok nich obecni są mędrcy, których pozytywnie znamionuje samo szukanie Boga, pragnienie „zajrzenia do nieba” (Mędrcy). Lecz w tych zbożnych wysiłkach dostrzega Twardowski pewne komplikacje. Rodzi je natura człowieka owładniętego nadmierną, niepohamowaną, atawistyczną pasją poznawczą, przywykłego przepuszczać wszystko przez filtr intelektu, bez wsparcia innych władz ułatwiających orientację w otaczającym świecie. Ktoś taki pozostaje koniec końców „sam na sam z długim nerwem rozumu” (O jednych i o drugich). W przedstawieniu sytuacji takich mędrców poeta zdobywa się na subtelną ironię zaznaczając, że w fenomenalnie oczywistym fakcie narodzin Jezusa usiłują oni za wszelką cenę odkryć głębsze podteksty, „żeby to co proste – było głębokie / to co bliskie – najszersze / żeby to co jedyne – nie zamykało się w jednej formułce” (tamże). Paradoksalnie, takie próby poznania „do głębi” kończą się dotknięciem zaledwie powierzchni poznawanej rzeczywistości. Dla uparcie drążących w głąb mędrców „odnalezienie staje się początkiem” (tamże), bezpośrednie zetknięcie z faktem – pokusą, by postawić kropkę nie nad, lecz po „i”, dodawszy wcześniej mnóstwo jałowych dociekań. Wydaje się, że dystans, jaki utrzymuje Twardowski w stosunku do różnego typu „egzegetów” znalazł odzwierciedlenie w artystycznej kreacji mędrców poszukujących Boga na swój „mądrościowy” sposób. Ludzkie spekulacje o Bogu zawsze budziły opór i nieufność księdza-poety. Nic więc dziwnego, że jeden z wierszy rozpoczął słowami: „Gdybyśmy sami sobie Ciebie wymyślili / byłbyś bardziej zrozumiały i elastyczny…”, zakończył zaś wymowną puentą: „urodziłbyś się nie w Betlejem ale w Mądralinie / i dopiero byłbyś naprawdę niemożliwy” (Gdybyśmy sami wymyślili).
Zgodnie z wielowiekową tradycją jasełek nieodłącznymi świadkami narodzin Pańskich są oprócz ludzi także zwierzęta, spośród których w tomiku Twardowskiego poczesne miejsce przypadło „zaszczyconemu” osiołkowi, o dziwo – „posłusznemu w rzemieniach” (Nad mapą Ziemi Świętej). Tego osiołka, ukazanego też w paru innych utworach zdecydowanie pozytywnie, cechuje nie tylko rzadko kojarzone z nim posłuszeństwo, ale i szereg innych przymiotów, z czym wiąże się pewna zamierzona intencja poety. By ją należycie zrozumieć, wypada wpierw wspomnieć o jeszcze jednym niemal zawsze obecnym przy Jezusowym żłóbku zwierzęciu, jakim jest wół – w Spacerze po Biblii „dostojny”, ale i często „zarozumiały” zwierzchnik osła, jakby przydany mu do towarzystwa dla kontrastu, czasem w pobliżu Dzieciątka „sepleniący w fioletowym cieniu” (W kropki zielone). Otóż ten wół u Twardowskiego zdaje się wykazywać niejakie podobieństwo do rozmaitych „mądralińskich”. Sugestię tę zawiera Wiersz dla dzieci o mędrcach, w którym właśnie wół poczuł się dotknięty i rozżalony, gdy monarchowie ze Wschodu „złożyli dary / odjechali”. On zaś uważał, że „powinni zaraz wziąć Jezusa / ukryć / ratować Go przed wrogiem / przed panem diabłem i Herodem”. W tym zapobiegliwym, zdroworozsądkowym myśleniu betlejemski wół zaczyna jawić się jako figura wszelkiego typu racjonalistów i utylitarystów, którzy – wprawdzie w najlepszej wierze – chcieliby zajmować się „małym Bogiem” po swojemu, zgodnie z ich życiowym doświadczeniem i wiedzą. I dopiero osiołek, tak niesłusznie na ogół lekceważony, a nawet pogardzany, kieruje pod adresem wołu niezwykłą w swej prostocie i mądrości ripostę: „puknij się w głowę rzekł osiołek / bo przecież Matka Boska czuwa”. Kiedy indziej, gdy „Betlejem stało się pełne / mędrców / psychologów / astronomów / kontemplatyków…” (O prostym pacierzu), nie kto inny jak osiołek „zaczął się trząść jak w kokluszu – / zląkł się kapitalistycznego złota” (tamże). On też potrafi z wielką gracją i ochotą – o co raczej się go nie posądza – okazywać radość z narodzenia Pana przez „podskakiwanie na czarnych kopytkach” (W kropki zielone) czy po prostu wesołe „wierzganie”. O ile wół w jasełkowych ujęciach Twardowskiego może być kojarzony bardziej zasadnie z inteligentami czy mędrcami, o tyle osiołek bliższy jest prostodusznym pasterzom.
W grupie zamieszczonych w Spacerze po Biblii wierszy pasyjnych nie ma już z oczywistych względów ani śladu jasełkowego nastroju, ich klimat ulega diametralnej odmianie nabierając posępnej powagi przenikniętej grozą męczeństwa. Martyrologiczna aura drogi krzyżowej znajduje kulminację w Chrystusowym przeżyciu ekstremalnego osamotnienia „w tym dniu w którym Bóg / opuścił Boga” (W piątek). Właśnie owo potworne poczucie samotności wzmaga bardziej niż bolące rany cierpienie Ukrzyżowanego, doprowadzając je do ostatecznej granicy. Ale Twardowski zatrzymuje się również przy wielu wcześniejszych stacjach męki Pańskiej, by podkreślić, że Jezus przechodzi przez nią w bardzo ludzki sposób, w okolicznościach i w czasie „kiedy cudów nie ma” (Żaden anioł nie pomógł). Zmaltretowany Syn Człowieczy nie jest obojętny wobec okazywanych Mu oznak litości i współczucia, wszak usiłującej Go wesprzeć przez otarcie twarzy Weronice zostawia „swój prymicyjny obrazek” (Weronika). Dobrowolnie godzący się na zbawczą kaźń Odkupiciel rodzaju ludzkiego doświadcza niewyobrażalnych boleści ze wszystkimi ich symptomami w postaci straszliwych okaleczeń ciała, potknięć, zasłabnięć, upadków i upokorzeń, łącznie z katuszami duchowymi, kiedy to „w cierniach”, „z ludzką migreną” (Przez piekło) – „na krzyżu z własną matką rozstawał się biedną” (Skarżą się). Tak konsekwentne eksponowanie fizycznych i duchowych aspektów męki Syna Bożego służy jeszcze jednemu celowi o powszechnym zasięgu, który da się uchwycić w zakończeniu przywołanego wiersza Przez piekło: poddany okrutnym torturom Bóg-Człowiek, zdolny współboleć z „podróżnymi z Katynia”, urasta do rangi Tego, który kumuluje w sobie tragiczne doznania ludzi wszystkich czasów, staje się ponadhistorycznym Depozytariuszem dziedzictwa bólu całej ludzkości, ułatwiając równocześnie wniknięcie w sens tajemnicy cierpienia jako niezbywalnego składnika egzystencji. Nie dziwi więc, że w poetyckiej modlitwie dziękczynnej ks. Twardowski wyraża wdzięczność Bogu za to, iż jest On także czującym, wrażliwym Człowiekiem: „Dziękuję Ci że miałeś ręce nogi ciało/ […] że nie byłeś obojętną liczbą doskonałą” (Dziękuję). Naturalnie, poeta ewangeliczny, będący w dodatku od dawna katolickim duchownym, nie mógł w Chrystusie pasyjnym nie dostrzegać dwoistości Jego natury. Mimo tak silnego akcentu położonego na człowieczy status Jezusa Twardowski zachował niewzruszone przekonanie, iż Ktoś, kto potrafił w taki sposób spełnić zbawczą misję, „nie bać się być słabym / oddychać ciężko po każdym złudzeniu / być zbitym na kwaśne jabłko” (Wiem), dostatecznie przekonująco potwierdził zarazem swą boskość, dowiódł, że „musi być / prawdziwie doskonały / wieczny i nieśmiertelny” (tamże). Lecz to przecież głównie cielesny wymiar dziecięctwa Bożego, który przez pierworodną zmazę zatruty został jadem cierpienia, zbliża ludzi wszystkich epok do Chrystusa, bo „czy można serce zdjąć naprawdę z krzyża” (Na Drodze Krzyżowej)?
Krzyż u Twardowskiego jest nie tylko narzędziem dręczenia i uśmiercania skazańców, pełni też funkcję symbolu wewnętrznej przemiany, umożliwia zbliżenie się do istoty miłości, „gdy kochając – za innych się kona”. Droga do tego, by osiągnąć prawdziwą ludzką dojrzałość, wiedzie przez krzyż. Dopiero z takich „krzyży ogromnych […] spada się, jak grona wyborne – / w Matki Bożej otwarte ramiona” (Zdjęcie z krzyża). Krzyżami naznaczony jest szlak ludzkiego życia, co w ujęciu poety stanowi przedłużenie odkupieńczej ofiary Chrystusa. Z wiersza Zbawia przez… wynika, że Bóg permanentnie ponawia dzieło odkupienia przez cierpiących ludzi, prowadząc ich, a dzięki nim również innych, ku sobie, tak jak doprowadził własnego Syna. W cierpieniach konkretnych osób odprawia się wielka Msza Święta, nieustająca ofiara w nieliturgicznej formie, w której sam Chrystus „przez pogan wyglądany / przez wierzących jeszcze nie znany” (tamże) jest osobiście obecny. Twardowski z uporem przypomina, że przed chwałą zmartwychwstania była straszna krzyżowa hekatomba, po niej śmierć i grób. We wspomnianym już wierszu Przez piekło na ogrom i wagę męczeństwa kładą nacisk szczególnie ci, którzy albo byli świadkami okropnych cierpień, albo sami wiele wycierpieli, co oddają końcowe słowa utworu: „przyjdą podróżni z Katynia / przed Zmartwychwstałym uklękną / jak ludzki jest ten nieludzki / co trafił do nieba przez piekło”. Adoracja połączona z doświadczeniem jakiejś przebytej drogi cierniowej zyskuje znacznie głębszy wymiar. W podobnym duchu przedstawiony został zmartwychwstały Chrystus w wierszu Rany: „Mówią że Cię poznano po łamaniu chleba / raczej po ranach rąk Twych które go łamały”. Nawet dla ewangelicznych uczniów powszedni dar chleba nie miał więc w poetyckiej interpretacji autora tekstu dostatecznej mocy znaku rozpoznawczego, inaczej w przypadku męczeńskich stygmatów: „rany świadczą więcej niż ręce rozdały” (trudno tu nie pomyśleć o słynnej sekwencji ewangelicznej z udziałem „niewiernego” apostoła Tomasza). Tak było kiedyś, tak jest teraz i tak zapewne będzie w przyszłości – Zwycięzca śmierci jest bardziej wiarygodny i łatwiej rozpoznawalny dzięki widniejącym na Nim śladom cielesnych okaleczeń. Krzyż przeraża, lecz „Kto ucieka od Krzyża – krzyż cięższy dostanie” (Nie zląkł się). Podobny pogląd w tej kwestii wyraził niegdyś w Naśladowaniu Chrystusa Tomasz ả Kempis. Rany Odkupiciela uczą cierpieć wszystkich, którzy tę naukę chcą i umieją przyjąć, co więcej, wyznaczają one płaszczyznę ludzkiego spotkania z udręczonym na krzyżu Bogiem-Człowiekiem. „W któryś piątek – jak można przeczytać w wierszu Spotkanie piątkowe – wszedłeś nagle zamkniętymi drzwiami – / i złożyłeś mi ręce na głowie, / […] ranami pokryte”. Nie sam gest jest tu najważniejszy, ale to właśnie, co można by nazwać głębokim przeżyciem misterium cierpienia: „słyszę jeszcze […] / szept jak potok: – Rany moje kochaj” (tamże). W uwolnionym raz na zawsze od śmiertelnego całunu Chrystusie człowiek wiary może odnaleźć żywą wykładnię sensu swych własnych bolączek i niedoli. Ponadto stygmaty Zmartwychwstałego na zasadzie przeciwieństwa są jakby ekwiwalentem ludzkich „ran grzechowych”, rodzą nadzieję, że mimo swej grzeszności człowiek jest kochany, że „Bóg grzechu nie pomniejsza ale go wybaczy” (Wybaczyć). A macierzystym źródłem tej pocieszającej otuchy dla wszystkich wierzących jest w poezji Twardowskiego radosna prawda zmartwychwstania. Mimo trudnej, bolesnej, zakończonej męczeńskim zgonem „genezy” ostatecznego zwycięstwa Życia nad śmiercią ten właśnie Triumf stał się w Boskim planie zbawienia centralnym wydarzeniem dziejów, nadającym historii ludzkości sens eschatologiczny. Toteż twórca Spaceru po Biblii apeluje: „Zacznij od Zmartwychwstania / od pustego grobu”, bo „ewangelie czyta się jak hebrajskie litery / od końca” – „wtedy nawet krzyż ucieszy” (Od końca). Najlepszą poetycką rekomendacją tej żarliwej sugestii ks. Twardowskiego jest wiersz Na pogrzeb Jezusa, gdzie mowa o baranku, który „nie zdążył już na pogrzeb”, choć spieszył „najwcześniej przed świtaniem”. Ten baranek stał się w pełni wielkanocny wyłącznie dzięki temu, że się spóźnił – „wpadł na zmartwychwstanie” i w obliczu rozwalonego „jak bomba” grobu „z radości się rozbeczał”. Jakże zmyślna i zarazem wzruszająca jest tutaj wykorzystana przez poetę gra słów – naturalne brzmienie wydawane przez to zwierzę, beczenie, pozostało znakiem jego „barankowej” radości z cudu zmartwychwstania Syna Człowieczego.
Za główną dominantę obecności Matki Boskiej w Spacerze po Biblii trzeba uznać Jej świętość połączoną z pokorą, dyskrecją, cichością i prostotą. Okazywane przez Nią posłuszeństwo Bogu zdaje się wypływać z niezgłębionej tajemnicy wzajemnego porozumienia, z jedynej w swoim rodzaju relacji, jaka kiedykolwiek zawiązała się między istotą ludzką i Stwórcą. Niewiele wierszy poświęcił ks. Twardowski w całości postaci Maryi, częściej jest Ona przywoływana w krótkich, choć starannie „skadrowanych” sekwencjach poetyckich. W zasadzie nie ma w nich prób penetracji obszaru Jej wnętrza, poeta przedstawia Ją zwykle w kontekstach sytuacyjnych przejętych z Ewangelii. Czasem jednak zawiesza tę regułę na rzecz ujęć bliskich tradycji apokryficznej, czego przykładem może być wysnuty z czystej wyobraźni wiersz Tak ludzka. Został on złożony z serii miniobrazków ewokujących swoisty „portret” Maryi z okresu Jej bardzo wczesnej młodości, gdy nosiła jeszcze „sukienkę do kolan”, a także „dowcipny warkoczyk i wesołą grzywkę”. Znamienne, że i tutaj poeta ukazał przyszłą Bożą Rodzicielkę w sposób bardzo naturalny, uwydatniający Jej typowo dziewczęce gusty i zachowania. Pod jego piórem Oblubienica Pańska odzyskała to, w co nie chcieli uwierzyć „wszyscy ważni święci” i o czym nie zawsze pamiętają Jej najgorliwsi czciciele – swój ludzki rodowód, dzieciństwo, czas sprzed powołania do wielkiej misji. A przecież i Ona „nie była dorosłą od razu”, również przed Nią świat i przyszłość miały swoje tajemnice. Nie ujmując niczego z Jej świętości, Twardowski z właściwą sobie prostotą wyrazu uczynił Maryję bliższą zwykłym ludziom.
Zresztą w odczuciu autora Spaceru… nawet sama świętość Matki Boskiej zabarwia się zwyczajnością. W pierwotnej redakcji wiersza pt. Święty Józef frasobliwy najsłynniejszy cieśla świata przygotowuje dla Niej „najprostszy zwykły stołek na co dzień”, a malutki Jezus patrząc ze żłóbka na swą Rodzicielkę, snuje taką oto myśl: „Nim Ci Mamusiu […] / kupią koronę / lepiej Ci w zwykłej szarej bluzce / w kropki zielone” (W kropki zielone). Skuteczniej niż zwyczajna odzież zdobi Maryję Jej skromność. W wierszu Na drodze Krzyżowej poirytowany tłoczącymi się przy Jezusie kobietami św. Jan mówi: „tu Matka Boska […] / ma być tylko sama” – Ona zaś nie odzywa się ani słowem, milcząco aprobując obecność Weroniki i innych płaczących niewiast. Jako matka i piastunka Maleńkiego jest czuła, łagodna, troskliwa, nie skąpi swemu Dziecięciu matczynych pieszczot, np. tulenia czy głaskania, jak o tym świadczą wzmianki w wierszu Korona. Lecz przede wszystkim jest matką stale czuwającą, niekiedy „zmarzniętą […] przy policzku” Syna (O firankach w stajni), to znów na tyle rezolutną, by św. Józefowi nakazać zatrzymanie przed wrotami stajenki licznych przybyszów do czasu, aż „najmniejszy z pasterzy / skończy mówić zwykły pacierz” (O prostym pacierzu). Wedle zapewnienia osiołka, który „wie więcej” (Ręce), Maryja umie najlepiej ochronić małego Jezusa. Oczywiście cierpi niewypowiedzianie wraz z Synem w Jego drodze na Golgotę i podczas męki na krzyżu, jest wtedy „biedna” (Skarżą się) i bezsilna – nawet Ona „z cudem nie zdążyła” (Żaden anioł nie pomógł). Gdy jednak Chrystus zmartwychwstał, przemienia się w Matkę Boską Radosną i prosi: „nie róbcie beksy ze mnie […] / to kiedyś / teraz inaczej” (Od końca).
Mając na uwadze dwie poetyckie refleksje pod jednakowym tytułem – Wniebowzięcie, można byłoby o Matce Najświętszej powiedzieć, że dokonała ziemskiego żywota równie niezwykle, jak go spędziła. Twardowski ujął to w lapidarnym zdaniu: „ nie śmierć ale miłość całą Cię zabrała” (Wniebowzięcie, inc. „Nikt nie biegł do Ciebie…”). Słowem, tak odeszła, jak potrafiła kochać. Okoliczności tego odejścia zostały przezeń dość szczegółowo zrekonstruowane: wszystko odbyło się bez świadków, bez żałobnej służby śmierci, „nawet anioł zaniechał nadymania trąby” – Najświętsza ze świętych, którą „Pan uchronił do końca i zdrową zostawił”, w całkowitym zawierzeniu, po cichu „razem z ciałem opuściła ziemię” w sposób przed ludźmi zatajony. Według Twardowskiego był to dzień „taki jak zawsze”. A jednak w tym dniu zwyczajność przedziwnie zlała się z niezwykłością. Po przeniesionej do nieba Maryi pozostało „straszne milczenie” i „puste miejsce przy kubku na stole”. Zacytowane słowa wyrażają nieskrywany żal z powodu odejścia Tej, której świat zawdzięcza szczególny współudział w dziele odkupienia. Ten akcent żalu powrócił w jeszcze jednym Wniebowzięciu (inc. ”To przecież za wysoko…”), w którym pobrzmiewa nawet nuta skargi pod adresem Maryi uwolnionej od ziemskiej „bezdomności”, wolącej „po gwiazdach szukać / zagranicznego raju”, gdzie może być Jej trudniej „wśród aniołów / o wole i ośle pamiętać”. Wyczuwalne zafrasowanie poety z powodu zabrania Maryi do nieba znalazło bezpośredni wyraz w ambiwalentnej refleksji końcowej: „cieszę się i płaczę / że jesteś wniebowzięta”.
Te smutne ludzkie rozterki złagodził ks. Twardowski ostatnim maryjnym wierszem Spaceru po Biblii zatytułowanym Dziękuję. Utwór ten zwieńcza kompozycję tomiku istotnym konsolacyjnym akordem. Opiera się na pomyśle, by do serii konkretów, z racji których autor wyraża swą wdzięczność wobec Matki Boskiej, włączyć szereg elementów Jej cielesności – od „włosów” poprzez „brwi podniesione na widok anioła”, „piersi karmiące”, „kolana”, „plecy pochylone”, „czwarty palec serdeczny”, „dłonie”, aż po „stopy” – co, jak się okazuje, służy jednemu celowi, aby w puentującym wiersz zdaniu podziękować „za to że ciało może prowadzić do Boga”. Tą znaczeniowo wysmakowaną, a zarazem jakże prosto ujętą konkluzją zdołał poeta zespolić swoje zauroczenie pięknem ziemskiego życia Maryi z ostatecznie przezwyciężonym żalem z powodu Jej wniebowzięcia.
Podobnie jak w przypadku Chrystusa, także w kreacji Maryi dostrzega się uwydatnianie przez Twardowskiego ludzkiej natury tych postaci. Człowieczy, „cieleśnie” bliski jest w Spacerze po Biblii zarówno Jezus tyle co narodzony, jak i Ten przez mękę zbawiający świat. Również Maryja, choć Niepokalana i święta, jawi się czytelnikowi tomu jako zwyczajna, „ludzka”, prowadząca ciche, skromne życie u boku Syna, któremu towarzyszy wiernie aż po krzyż na Golgocie, świecąc jednocześnie przykładem, jak można Go kochać, ufać Mu i realizować na co dzień Jego naukę.
Ponieważ lekturze większości fraszek i aforyzmów B. Łągiewki – opublikowanych dotychczas w tomikach: Z „rymskich” wakacji (1992), Krótko mówiąc (1995), Nieczułe słówka (2002), Wywar z przywar (2006) – towarzyszy zwykle spontaniczny śmiech, można by sądzić, że priorytetowym celem wysiłków twórczych autorki jest dostarczenie czytelnikowi intelektualnych podniet służących dobrej zabawie. Wątpliwość rodzi się z chwilą, gdy uświadamiamy sobie, że pokaźna część tych zadziwiających zwięzłością utworów pobudza do całkiem innych reakcji, a nie brakuje i takich „mikroformuł” poetyckich, które jeśli nawet sprowadzają uśmiech na twarz, to raczej gorzki, podszyty współczuciem czy wręcz politowaniem. Ma on, doprawdy, mało wspólnego z aurą beztroskiej wesołości. Co zatem naprawdę stanowi istotę intencji autorki? Wbrew pozorom ogólna odpowiedź na to pytanie wydaje się prosta: B. Łągiewka rzeczywiście chce bawić, ale tak, jak zwykł to czynić mędrzec, który doskonale wie, że inteligentnie pomyślana zabawa bądź gra zawiera w sobie zawsze pewien walor refleksyjno-poznawczy. Zachęca do wnikliwszego oglądu nie tylko realiów zewnętrznych, ale i nas samych. I niepostrzeżenie stawia przed alternatywą zachowania dotychczasowego status quo lub jego zmiany na lepsze. W tym miejscu należy jednak zastrzec, iż niniejszy komentarz nie zmierza w kierunku wydobycia z dorobku fraszkopisarki jakiegoś trwałego „przesłania” , które zasługiwałoby na czytelniczą asymilację, lecz skupia się na próbie zinwentaryzowania pewnych właściwości jej twórczego warsztatu, czyli na wniknięciu w tajniki „sztuki wyrobu” owych rozmiarami skromnych, lecz zdumiewająco misternych, z jubilerską dokładnością doszlifowanych precjozów poetyckich.
Na górną półkę regału z dobrą poezją powinny trafić m.in. te utwory, w których pojawiają się wyjątkowo pomysłowe „neologizmy semantyczne”. Zespół ten łatwo podzielić na dwie grupy. W skład pierwszej wchodzą fraszki wykorzystujące podobieństwo lub tożsamość fonetyczną słów czy wyrażeń, które w stosownych kontekstach opalizują zaskakującą wieloznacznością. Przykładowo – w czterowierszu O schlebianiu tytułowe określenie nabiera nie tylko nowego sensu, oznaczając codzienne dostarczanie chleba, ale właśnie pod wpływem owej wolty znaczeniowej urasta do rangi istotnego przejawu miłości małżeńskiej, jeśli zważyć, że przysługę tę wyświadcza mąż żonie. Podobnie w Wędkarzu, gdzie słówko „z w ę d z i ć ”, znaczące potocznie tyle, co „ukraść”, nabrało „neologicznego” znaczenia („złowić”) dzięki pokrewieństwu z wyrazem tytułowym. Niekiedy, na odwrót, znaczenie jakiegoś składnika tytułu zostaje zmodyfikowane przez pokrewną wobec niego formę językową użytą w tekście, jak ma to miejsce we fraszce U j- m u j ą c a pani: „Od lat czaruje świat – / ujmując sobie lat”. W drugiej grupie, gdzie mieszczą się również pisane prozą sentencje, nie współbrzmienność środków językowych jest ważna, lecz odpowiedni kontekst, który sprawia, że proste słowa grają podwójnym znaczeniem, co widać w błyskotliwej fraszce Dobrze urodzony: „To z arystokracji? / Czy bez komplikacji?”. Analogicznie w znakomitej Pociesze dla trzydziestolatków: „Przy s e t c e / trzydziestka / to pestka” czy równie udanej Striptizerce: „Wśród wszystkich kobiet / do r o z b i ó r k i obiekt” oraz – wciąż wedle tej samej zasady – w paru innych, w których mowa o żebraku jadającym „obiady p r o s z o n e”, elektryku „dobrym w k o n t a k t a c h”, to znów „o d d a n y c h mężach” – być może wcześniej „wypożyczanych”, pedagogach pracujących „za mało”, choć pragnących „za… więcej”, „służbie zdrowia” wrogiej „poddaństwu” i dlatego opornej wobec „p a ń s t w a”, bądź też o „mańkutach” – „zwolennikach lewicy”. Gdy zaś chodzi o przykłady z aforyzmów, to w nich m.in. o „dziennikarzach w i e t r z ą c y c h sensacje, bo one często nieładnie pachną” lub o tym, że komuś „po operacji r o z r y w k a nie jest wskazana”. Za majstersztyk w tej kategorii utworów wypada uznać fraszkę Zakochani: „Zakazów nie szanują / i wszędzie p a r k u j ą”, gdzie wprost szokujący migotliwością semantyczną wyraz wyspacjowany, nie utraciwszy całkowicie związku z „parkowaniem” w podstawowym znaczeniu, tj. pozostawianiem na pewien czas pojazdów w przeznaczonym do tego miejscu, oznacza jednak przede wszystkim charakterystyczne zachowania młodych ludzi trawionych miłosnym ogniem, którzy dawniej darzyli się czułościami zwykle na ławeczkach parkowych, a obecnie, lekceważąc „zakazy” obyczajowe, czynią to wszędzie, przy czym fraszkowi zakochani „parkują” w podwójnym sensie, bo raz, że właśnie nie w ustroniach parku, choć na modłę „parkową”, a dwa, że p a r k a m i, bo i taki odcień znaczeniowy zdaje się ogarniać swym zasięgiem ów „neologizm”.
Domeną, w której autorka porusza się ze swobodą ekspertki, jest frazeologia. Dzięki tej pewności siebie sięga nie po słownictwo „wykwintne”, ekskluzywne, ale właśnie z zasobów mowy potocznej, nasiąkłej różnorodnymi „frazeologizmami”, potrafi wydobyć niezwykłe bogactwo znaczeń rozmaitych konfiguracji wyrazowych, które w jej spostrzeżeniach i refleksjach zaczynają lśnić zupełnie nowym blaskiem. Na jak różne sposoby można eksploatować „treści” drzemiące w mniej czy bardziej utartych związkach frazeologicznych – to niech zilustrują krótkie omówienia kilku fraszek z Wywaru z przywar. Okazuje się, że niekiedy jądrem zamysłu artystycznego może być igranie dosłownym i przenośnym znaczeniem pewnych wyrażeń o silnych kolokacjach, czyli swoista żonglerka takimi zbitkami słów, których połączenia od dawna utrwaliły się w polszczyźnie i których zarazem wzajemną relację określa w tekstach Łągiewki antynomia – tak się dzieje we fraszce Dość często: „C z y s t y zysk, / jak widać w krąg, / ma posiadacz b r u d n y c h rąk”. Bliźniaczego przykładu dostarcza fraszka W sądownictwie, gdzie ”[…] m o k r a robota / uchodzi n a s u c h o”. Oryginalnej i dowcipnej modyfikacji, a w istocie zupełnemu zniesieniu, uległa owa przeciwstawność w utworze Można: „Można powiedzieć / młodym osobom – / wszystko p r z e d nimi, / gdy są z a sobą”.Ta poetycka formuła uwidacznia, że wspomniana relacja nie musi dotyczyć c a ł y c h zwrotów, lecz wyłącznie ich elementów przyimkowych, które zresztą pod naciskiem kontekstu pozostały wobec siebie antynomiczne już tylko formalnie, gdyż znaczeniowo doskonale ze sobą konweniują w obrębie zacytowanej frazy. Inny zabieg jest źródłem humorystycznego efektu we fraszce Strażnikom prawa: „Sędziom też się zdarza / przymknąć czasem oko, / zamiast przymknąć kogoś, / kto stoi wysoko”. Tutaj igra się dwuznacznością czasownika „przymknąć”, będącego trzonem dwóch różnych związków frazeologicznych. W jeszcze inny sposób zreaktywowana została pewna „martwa” zbitka w Spostrzeżeniu: „Konkluzja wobec / sprzecznych przepisów: / w o b l i c z u prawa / jest wiele r y s ó w”. Jak widać, skutkiem ingerencji w sam miąższ frazeologizmu niespodziewanie „ożyła” jego skostniała cząstka, tzn. forma „w o b l i c z u” przez przywrócenie jej znaczenia podstawowego dzięki wyrazowi logicznie się do niej odnoszącemu, czyli dzięki „r y s o m”. Za jeszcze jeden przykład eksperymentowania w tym stylu niech posłuży fraszka Wśród przestępców: „O pewnych typach / można powiedzieć, / że stać ich na to, / żeby nie siedzieć”. W tym przypadku, dla odmiany, wykorzystano splot antynomii dosłownego znaczenia wyrazów „stać – siedzieć” z antynomią ich znaczenia frazeologicznego: „s t a ć kogoś na coś” – „nie s i e d z i e ć w więzieniu”.
Pewnym urozmaiceniem odznaczają się fraszki epatujące „dociekaniami” z zakresu quasi-etymologii, a więc, mówiąc innymi słowy, etymologii na wesoło. Ironię w dystychu Donoszącemu wzmacnia puenta z „etymologicznym” żartem: „D o n o s winien brzmieć d o n o ś n i e”. Pomysłem „przewrotnych” dedukcji, będących próbką swoistej „lingwistyki” poetyckiej, zadziwia i bawi fraszka Pytanie: „Czy byłaby w tym logika: / górnika nazwać – ‘dolnikiem’, a górnikiem – taternika?”. We wdzięcznym drobiazgu pt. Wiadomo mało szlachetny trunek, powszechnie znany pod nazwą: „czyściocha”, znajduje swój „etymologiczny” ekwiwalent w… symbolu chemicznym (którego artykulacja daje w dodatku rym!): „C2H5OH”. Zapewne więcej niż tynfa trzeba by zapłacić za oryginalną „wątpliwość” i takież jej „rozwiązanie” we fraszce Jak to jest? – „Czy ma związek z Kurdem / nasze swojskie ‘k u r d e’? / Bo ja się pocieszam, / że to od k u r d e (sza)”. W perełki poetyckie przemienia dwie fraszki z tomiku Wywar… właśnie zaskakująco humorystyczne „etymologizowanie”, w pierwszej Po przejedzeniu „marne trawienie” skojarzone zostało z… „marnotrawcą”, w drugiej O porządkach walkę z molami zaproponowano nazwać… „demolowaniem”.
Nierzadko czynnikiem ”unerwiającym” zawarte we fraszkach myśli jest dążenie do nietuzinkowego s k r ó t u w nazywaniu rozmaitych stanów, zjawisk, przyjętych „zasad”, zwyczajów czy nawyków. Przykładów, naprawdę przednich, jest mnóstwo, wypadnie więc poprzestać na drobnym wyborze z dwóch pierwszych zbiorków. W Wyznaniu nieromantycznym rozbrzmiewa głos kogoś zaiste niewybrednie szczerego: „Kiedy cię zobaczę… / ciśnienie mi skacze”, tytułowy Malkontent „Ma ochotę / na… zgryzotę”, Zasada młodych głosi, że „Grunt / to bunt”, dostrzeganie przez kobiety w ich dzieciach znamion wyjątkowości to „Omamy / mamy”, pod adresem żądnych wrażeń nastolatek kieruje się wymowne przypomnienie: „Żadna nie zbrzydła / o d u ż y c i a mydła!”, poprawianie urody za pomocą Maseczek upiększających zostaje skwitowane umyślnie kolokwialną formułą: „Opryski / na… pyski”, a Wymalowana piękność doczekuje się utrzymanego w podobnej tonacji stylistycznej i zarazem powalająco lakonicznego podsumowania – „Pic / lic”. Trudno przy tej okazji pominąć fraszkę, która wśród kiedykolwiek napisanych bije wszelkie rekordy zwięzłości – nosi tytuł Przywódca i brzmi: „As / mas”.
Pełne wdzięku… „wydźwięki” mają utwory – by tak rzec – „homonimizujące”. Wśród nich do stosunkowo najprostszych należą fraszki z homonimami czasownikowymi i rzeczownikowymi w klauzulach (tj. w zakończeniach wersów), jak w Myśliwym, w którym tytułowa postać „Zawsze się zwierza / z taaakiego zwierza!” i w kilku innych z Krótko mówiąc i z Wywaru… (np. w takich jak: Malarzowi X, Na pewno czy Niekiedy) oraz w kuriozalnie małosłownym Lęku, gdzie całość tworzą wyłącznie dwa homonimy: „Szczęk / szczęk”. O zaistnieniu osobnej grupy tekstów, mieszczących się jednak w tym typie kategorialnym, zdecydował posiadany przez B. Łągiewkę słowotwórczy „dzielnik” w oku, dzięki któremu ujawniona została osobliwa, właśnie „homonimiczna”, rozszczepialność pewnych wyrazów, możliwa tak w wariancie ścisłym (literalnym), jak i przybliżonym. Egzemplifikacjami pierwszego są np. fraszki: O Ikarze: „Mit Ikara: / wzlot i… kara”, Rezygnacja w ostatniej chwili: „Odwrót / od wrót”, Najlepsze mięsa: ”Zwierzynka / z Wierzynka”, drugiego zaś – niewątpliwie bardziej wyrafinowanego, choćby z uwagi na większą trudność odkrycia walorów homofonicznych, warunkujących jednoczesne „wymuszenie” transakcentacji – takie klejnociki literackie jak: „Męska” decyzja: „Rozstanie: / już ta nie”, Smutna prawda: „Życie mija / a z nim i ja…” bądź W zespole: „Po twym nietakcie / chcą już nie tak cię”. Warto dodać, że przenikliwa wyobraźnia językowa Łągiewki ułatwiła jej sformułowanie zabawnego pytania w związku z tytułem Turek: „Miniatura tura?”
Ostatni przykład trochę już koresponduje z nieco odmienną, acz w niewielkim stopniu, formą gry słownej – z paronomazją, definiowaną w Słowniku terminów literackich jako „zestawienie podobnie brzmiących słów, zarówno spokrewnionych etymologicznie, jak i niezależnych, uwydatniające ich znaczeniową bliskość, obcość lub przeciwieństwo”. Paronomazja, zgodnie z wykładnią słownikową, uchodzi za chwyt, który „bywa źródłem żartów językowych”. Istotnie, bywa, co potwierdzają fraszki: Zwolennik teleterapii: „Kiedy niedomaga, / maga się domaga”, Na majówce: „Dodasz smaku potrawie, / trawiąc strawę na trawie” lub O zalecaniu: „Zalecanie zalecam, / gdy się zaleca Leca”. Wisienką na torcie w tej sekwencji przykładów jest krótka impresja fraszkowa, w której autorka zdołała nie tylko połączyć „technikę” paronomazji i homonimizacji, ale też wynaleźć dystych złożony z niemal identycznie brzmiących, choć bardzo różnie znaczących (za sprawą jednego znaku diakrytycznego!) wersetów: Do docenta antyfeministy: „Panie docencie! / Panie doceńcie”.
Dar wyławiania brzmieniowo-znaczeniowych niuansów w języku i lotność skojarzeń sprzymierzona z poczuciem humoru zaowocowały zmyślną etiudą onomatopeiczną pt. Sąsiedzi: „Często sobie gruchają, / jak mnie nie myli słuch. / Albo ona jego, / albo on ją… gruch!” oraz zgrabnie zrymowanymi obserwacjami „niespodzianek” ukrytych w zwyczajnych słowach, co widać m.in. w Dobrej radzie (z cyklu Różne w tomie Z „rymskich” wakacji): „Odwróć sylaby / w wyrazie ‘złoto’, / a spojrzysz na nie / z mniejszą ochotą!” czy w Ministrze: „Choć był najlepszy / wiele nie uczyni, / skoro nawet w nazwie / jego ster jest… mini”.
Niepodobna na koniec nie odnotować obecności fraszek „z cytatem” – przejętym z literatury, filozofii, popularnych piosenek, z nazw programów telewizyjnych, a nawet z reklam – arcydziełek tyleż pociesznych, co kunsztownych, spośród których godzi się przytoczyć zarówno świetną parafrazę znanego szlagieru Szczególny śpiew: „Śpiew zakochanych partaczy: / ‘Miłość ci wszystko w y p a c z y’”, jak i genialne w swej końcowej dwuznaczności uwspółcześnienie słynnej młodopolskiej „lamentacji” zatytułowane W późnym wieku: „ ’Jaka jest przeciw włóczni złego / twoja tarcza?’ / Renta starcza”. Obok nich nie można nie zwrócić uwagi także na zawartość kapitalnego „aneksu” w Nieczułych słówkach pt. Nowości wydawnicze z takimi dla przykładu „anonsami” księgarskimi: „Małorolni”. Biografie aktorów grających małe role, czy też „Oprawcy”. Podstawy sztuki introligatorskiej.
Niniejszy rejestr uwag, pomyślany jako próba posegregowania omawianych tekstów według kryterium pewnych rodzajów „działań twórczych”, został sporządzony głównie po to, by zaostrzyć czytelniczy apetyt, a nie z myślą o jakiejś specjalnej rekomendacji fraszkowo-aforystycznego dorobku B. Łągiewki, takowej on bowiem nie wymaga, sam się – by to wyrazić w stylu jednej z zacytowanych fraszek – swymi zaletami zalotnie zaleca.
PS.
Istnieje jeszcze jeden (najnowszy z dotąd opublikowanych) tomik autorstwa Barbary Łągiewki zatytułowany Prototypki. Fraszki i aforyzmy. Częstochowa 2012. Nie został on uwzględniony w powyższym komentarzu, ponieważ będzie przedmiotem osobnego omówienia.




You should take part in a contest for one of the best sites online.
I’m going to highly recommend this web site!
Hey! Do you use Twitter? I’d like to follow you if that would
be okay. I’m absolutely enjoying your blog and look
forward to new updates.
Hey there! I just wanted to ask if you ever have any trouble with hackers?
My last blog (wordpress) was hacked and I ended up losing several weeks
of hard work due to no back up. Do you have any
solutions to protect against hackers?
Здравствуйте. Приглашаем разместить объявления Вашего сайта с прямой обратной ссылкой, размещение на самом крупном генераторе форумов – Кикма сайт.
Побольше Вам заинтересованных посетителей!
Welcome to our website kikma.site – here you can place your advertisement for free with a direct back link
С уважением, Вячеслав
Fascynuje mnie, jak osiągasz tak wysoką interakcję na swoim blogu. Czy możesz podzielić się swoimi sprawdzonymi strategiami zachęcania czytelników do aktywnego udziału w dyskusjach?
Informator:) – Cóż, jak na razie „wysokiej interakcji na swoim blogu” niestety nie zauważam… Wierzę, że ci czytelnicy, których blog zainteresuje, będą śledzić moją aktywność. Jeśli zechcą wejść w określone interakcje ze mną, mogą liczyć na moją życzliwą otwartość i ewentualną „kooperację”.
w3lq4b
This is the kind of writing that doesn’t just sit on the page — it makes you feel something deep inside.
Thank you!
Good shout.
?