Czy wiesz, że...
Piękno lubi spowijać się w woale.
Na początek materiał przeznaczony dla przyszłorocznych maturzystów. Oto jeden z przykładów wypracowanej kiedyś z moją pomocą prezentacji na maturę ustną z języka polskiego. Przeczytaj i pomyśl. Mogę pomóc także Tobie. Jeśli uznasz, że warto spróbować – daj znać.
(Znajdziesz mnie na Facebooku jako Stefana Pisarka, stamtąd przez messegera lub na moim fanpage’u możesz nawiązać ze mną kontakt).
…………………………………………………………………………………………………………………………………………..
TEMAT: Czy warto mieć marzenia? W rozwinięciu odpowiedzi wykorzystaj kreacje wybranych bohaterów literackich i filmowych.
[Plan prezentacji – ułóż samodzielnie na podstawie zamieszczonej niżej gotowej wersji wystąpienia.]
1 Bibliografia podmiotowa
– Fiodor Dostojewski, Zbrodnia i kara, Kraków 2008
– Joseph Conrad, Jądro ciemności, Kraków 2008
– William Golding, Władca much, Warszawa 2001
– William Wharton, Ptasiek, Warszawa 1985
– Requiem dla snu, film, reż. D. Aronofsky, rok prod. 2000 [dostęp on-line, data dostępu – uzup.]
– Marzyciel, film, reż. M. Forster, rok prod. 2004 [dostęp on-line, data dostępu – uzup.]
– Czarny łabędź, film, reż. D. Aronofsky, rok prod. 2010 [dostęp on-line, data dostępu – uzup.]
2 Bibliografia przedmiotowa
– R. Przybylski, Dostojewski i „nowożytne idee”, [w:] Tenże, Dostojewski i „przeklęte problemy”.
Od „Biednych ludzi” do „Zbrodni i kary”, Warszawa 1964, s. 247-293
– M. Komar, Zegar moralności, [w:] Tenże, Piekło Conrada, Warszawa 1978, s.83-116
– Słownik języka polskiego, red. M. Szymczak, Warszawa 1982, t.2 [hasła: „marzenie”, s.115,
„marzyć”, s.116]
– M. Janion, „Człowiek wytwarza zło jak pszczoła miód”, [w:] Taż, Wobec zła, Chotomów 1989,
s.133-146
– A. Kołodyński, Wielkomiejskie egzorcyzmy, „Kino” 2001 nr 3, s.44-45
– B. Żurawiecki, Ciało rzucone w kąt, „Film” 2001 nr 3, s.76
– P. Wojciechowski, Marzyciel, „Kino” 2005 nr 2, s.54-55
– A. Kołodyński, Czarny łabędź, „Kino” 2011 nr 1, s.67
– A. Z. Makowiecki, 1600 postaci literackich, Warszawa 2011 [hasła: „Ptasiek”, s.811-812,
„Swidrygajłow”, s.942-943, „Merridew Jack”, s.647, „Ralf”, s.826, „Roger”, s. 848-849]
[Treść wystąpienia:]
W potocznym znaczeniu „marzenie” to „luźno powiązany tok myśli, fantazji i wyobrażeń” (Leksykon PWN). Wedle bardziej precyzyjnej definicji termin ten oznacza „obraz myślowy czegoś upragnionego, przedmiot pragnień i dążeń” (Słownik języka polskiego , pod red. M. Szymczaka, t.2). Ten drugi sposób rozumienia kluczowego dla mojej prezentacji słowa uznaję za najważniejszy. „Marzyć” znaczy więc tyle, co wyznaczyć sobie określony cel, zapragnąć go urzeczywistnić i zacząć do tego dążyć. Marzenia mogą pomóc w ustaleniu pryncypiów życiowych oraz w pozyskaniu motywacji do podejmowania trudnych wyzwań. Wiele wskazuje na to, że „marzą” tylko ludzie, dlatego tę szczególną zdolność wypada uznać za istotny wyróżnik człowieczeństwa. Oczywiście z realizacją marzeń różnie bywa, jedne się spełniają, inne nie, na co mają wpływ czynniki zależne lub niezależne od ludzkiej woli. Zdarza się i tak, że w trakcie przekuwania tego co wymarzone w rzeczywistość dochodzi do nieprzewidzianych komplikacji i niespodzianek. Przedstawię kilka sylwetek literackich i filmowych „marzycieli”, by pokazać, jakie piętno odcisnął ten specyficznie ludzki przywilej na ich losach.
Całość materiału została uporządkowana zgodnie z zasadą chronologii powstawania dzieł, w których występują wybrani przeze mnie bohaterowie, przy czym najpierw skupiam uwagę na postaciach pochodzących z powieści, potem z filmów.
Zacznę od Raskolnikowa, bohatera „Zbrodni i kary” F. Dostojewskiego. Ten młody student prawa, przerwawszy naukę z powodu niedostatku, stworzył teorię dzielącą ludzi na „zwykłych” i „niezwykłych”. Zamarzyło mu się, by udowodnić sobie, że należy do tych drugich. Tylko im bowiem, według jego założenia, wolno byłoby w szczególnych okolicznościach naruszać obowiązujące normy moralne i prawne, nawet zabijać, jeśli przyspieszyłoby to proces postępu społecznego i dałoby szansę polepszenia warunków egzystencji jemu i innym. W teorii Raskolnikowa można wyczuć echo „koncepcji nadczłowieka” autostwa F. Nietzschego, twórcy tzw. „immoralizmu”. Mord popełniony na specjalnie dobranej ofierze, starej i ogólnie znienawidzonej lichwiarce, doprowadził młodego człowieka – wbrew jego oczekiwaniom – do destrukcji osobowości i swoistej „schizofrenii moralnej”. Gdyby nie heroiczna miłość prostytutki Soni, kobiety „upadłej” także z powodu nędzy bytowania i chęci wsparcia przymierających głodem najbliższych, Raskolnikow zmarnowałby swoje życie toksycznym marzeniem o urojonej „niezwykłości”. Miłość okazała się w powieści Dostojewskiego siłą zdolną wydźwignąć człowieka z dna upadku i przywrócić mu godność mimo popełnionej zbrodni. Najlepiej oddaje to cytat z „Epilogu” dzieła, odnoszący się właśnie do tej pary postaci: „Ale zmartwychwstał i wiedział o tym, czuł to w pełni całym odnowionym jestestwem, ona zaś – ona przecież żyła tylko jego życiem”.
O ile Raskolnikow kroczy od pierwotnej niewinności – przez zło – ku moralnemu odrodzeniu, o tyle inny bohater „Zbrodni i kary”, Swidrygajłow, zdaje się odbywać wędrówkę w odwrotnym kierunku. Ma za sobą wiele lat mrocznego żywota, w którym było miejsce na rozpustę, hazard, krzywdzenie ludzi z jego otoczenia. W końcu, około 50-go roku życia, ten dobrze sytuowany mężczyzna zaczął marzyć o życiowej stabilizacji. Zrozumiał, że bez miłości nie nada sensu swemu istnieniu. Zakochawszy się w siostrze Raskolnikowa, Duni, wyjawił jej swe uczucie w nadziei, że ona je odwzajemni. Dla Swidrygajłowa była to ostatnia szansa ratunku, ale dużo młodsza Dunia nie potrafiła sprostać jego „marzycielskiej” propozycji, odrzuciła ofertę małżeństwa, pogrążając tym samym moralnego bankruta w czarnej rozpaczy. Wydaje się, iż w jego przypadku marzenie o powrocie na drogę odnowy moralnej przyszło zbyt późno. Zniweczyła je zła przeszłość, której bohater nie mógł wymazać ze swej biografii.
O tym, że ludzkie marzenia ulegają czasem fatalnej w skutkach dewaluacji, świadczy m. in. historia Kurtza, którego odwrót od szczytnych ideałów do zbrodniczej przemocy ukazał Joseph Conrad w „Jądrze ciemności”. Wspomniany bohater trafił w charakterze agenta europejskiej spółki sprowadzającej z Afryki kość słoniową w sam środek czarnego lądu, gdzie miał zarazem wypełnić misję wysłańca cywilizowanego świata, krzewiciela postępu i zdobyczy kultury. W marzącym początkowo o „ucywilizowaniu dzikich” Kurtzu, człowieku wszechstronnie utalentowanym i dysponującym niezwykłym darem słowa, budzą się po zetknięciu z „dziczą” najpierwotniejsze instynkty. Poddany ich presji, Kurtz sam stacza się do poziomu „istoty pierwotnej”, owładniętej żądzą dominacji nad Murzynami, wobec których chce uchodzić za „boga”. Dążąc do zdobycia kości słoniowej, wymusza posłuszeństwo „dzikich” bezwzględnością i okrucieństwem, opornych morduje, zaczyna pogardzać ludźmi, z coraz większym upodobaniem dogadza swym niskim potrzebom, zatraca poczucie przynależności do świata, z którego wyszedł. Schorowany, umiera dokonując znamiennej samooceny w ostatnich słowach: „zgroza! zgroza!”.
A jednak w jego otoczeniu znalazł się młody przybysz z dalekiej Rosji, któremu rozległość horyzontów Kurtza, właśnie jako „marzyciela”, wyraźnie zaimponowała. Ów Rosjanin-marynarz w stroju Arlekina jest niezwykle tajemniczą postacią. Ubiór łączy go z tradycją XVII-wiecznej włoskiej commedii del’arte z jej złożoną symboliką. W dziele Conrada ubranie bezimiennego wędrowca nadaje mu piętno pewnej dziwaczności, sprawia, że postać ta wymyka się jednoznacznym kwalifikacjom. Młodzieniec usiłuje zrealizować marzenie o życiu pełnym egzotycznych przygód, a zarazem szuka czegoś więcej – pragnie zgłębiać tajniki ludzkiej natury, często paradoksalne. Bodaj tylko on umie dostrzec w Kurtzu ślady „ideałów”, tak niegdyś drogich agentowi o niemieckim nazwisku, co można tłumaczyć młodzieńczą potrzebą autorytetu, ale też wiarą w człowieka, który próbował spełnić misję wydobycia „dzikich” z barbarzyństwa. Może Conrad stworzył postać rosyjskiego obieżyświata po to, by zasugerować, iż w przyszłości proces cywilizowania rdzennych mieszkańców Afryki będzie przebiegał w innym stylu niż ten, który ostatecznie przyjął Kurtz. Na trop takiego domysłu naprowadzają słowa żyjącego w dobrych relacjach z Murzynami Rosjanina: „Ale kiedy jest się młodym, trzeba zobaczyć różne rzeczy, zbierać doświadczenia, myśli; poszerzać horyzonty”.
Przed bohaterami powieści W. Goldinga „Władca much” wyłania się na początku świetlana perspektywa realizacji dziecięcych marzeń o szczęśliwym życiu w świecie bez dorosłych. Zrzuceni z samolotu na bezludną wyspę chłopcy próbują wprawdzie zorganizować się wedle zasad, które wymyślili dorośli, ale nieobecność tych ostatnich w niczym dzieciom nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, wzbudza u nich entuzjazm. Wybrany w demokratycznym głosowaniu na „wodza” chłopięcej gromady, Ralf ustala racjonalne reguły obowiązujące członków całej społeczności. Wydaje się, że wszystko jest w najlepszym porządku. Lecz wkrótce niefrasobliwość i zaniedbania niektórych dzieciaków ściągają na pozostałych kłopoty i nieszczęścia. Antagonista Ralfa, Jack, stopniowo zyskuje coraz więcej zwolenników głównie dzięki jego smykałce myśliwskiej umożliwiającej zdobywanie mięsa. Dochodzi do nieporozumień, kłótni, aż w końcu rywalizacja o przywództwo przeradza się w otwarty konflikt. Osamotniony Ralf nie jest w stanie zapobiec tragicznej śmierci najpierw Simona, a potem Prosiaczka. Traci kontrolę nad rozwojem wydarzeń do tego stopnia, że jemu samemu grozi niechybna śmierć z rąk rozbestwionych zuchwalców, którzy niegdyś byli mu posłuszni. Od zguby wybawiają go zjawiający się nieoczekiwanie na wyspie marynarze z angielskiego krążownika. Potwierdzenie znajduje prawda sformułowana w jednej z wypowiedzi publicznych przez autora powieści: „człowiek wytwarza zło, jak pszczoła miód”. Okazuje się, że ten złowrogi aforyzm dotyczy również dzieci. Zło tkwi w naturze ludzkiej, przyjmując w dziele amerykańskiego pisarza metaforyczne miano „władcy much”, nieokiełznanej mocy, która zrywa więzy łączące jednych z drugimi i przeobraża ich w śmiertelnych wrogów. Piękne marzenia wypiera ponura rzeczywistość, wyzutą z wszelkich pierwiastków etycznych „rację” zdobywa w niej ten, kto w danej chwili i okolicznościach rozporządza większą siłą.
Osią tematyczną powieści W. Whartona „Ptasiek” jest ekscentryczne marzenie tytułowego bohatera, by opanować sztukę latania właściwą ptakom. Coś takiego zakrawa na niedorzeczność, lecz nie dla Ptaśka. Zakłada on hodowlę kanarków, cały swój czas poświęca ich obserwacji, wymyśla ćwiczenia, które mają mu umożliwić wzbicie się w powietrze. Wszystko podporządkowuje temu obsesyjnemu marzeniu ufając, że pewnego dnia będzie mógł wreszcie pofrunąć w przestworza. Niesłychana determinacja, pracowitość i nadludzka wiara w osiągnięcie wymarzonego sukcesu sprawiają, że Ptaśkowi w pewnym sensie udaje się „niemożliwe”. Dochodzi bowiem do tego, że potrafi zapadać w sen, w którym śni siebie w postaci ptaka, zachowując jednocześnie ludzką perspektywę przyglądania się sobie w tym lotnym wcieleniu. Wykorzystany przez Whartona motyw „snu we śnie” można uznać za pomysłowe przetworzenie starego toposu „teatru w teatrze”. W tym podwójnie onirycznym wymiarze spełnia się wielkie marzenie bohatera, które on sam opisuje w następujący sposób: „Kiedy się już umie latać, wydaje się to tak niewiarygodnie łatwe. […] Widzę siebie jako ptaka, który leci razem z innymi; […] stajemy się – coraz mniejszymi punkcikami, aż wreszcie jest już tylko niebo. […] ledwo, ledwo udaje mi się wrócić w sen”. Śniąc „sen we śnie”, Ptasiek jako kanarek zdobywa partnerkę, ma z nią potomstwo, przeżywa straszne chwile, gdy ona ginie w pazurach kota, słowem – poznaje życie w innej niż ludzka postaci. Tyle tylko, że doświadcza tego w sennym odrealnieniu. Ma ono jednak dobroczynny wpływ także na sferę realną, gdyż pozwala ostatecznie Ptaśkowi powrócić do normalności, zaakceptować naturalną kondycję ludzką, odzyskać „zgodę na siebie” w człowieczym kształcie.
Przechodzę teraz do „filmowej” części przygotowanego przeze mnie wystąpienia. Film w reżyserii Darrena Aronofsky’ego pt. „Requiem dla snu” to wstrząsający obraz tragicznych konsekwencji „marzycielskich” postaw głównych bohaterów uwiedzionych pragnieniem przeżycia „amerykańskiego snu”, który miał jednym zagwarantować bogactwo, drugim popularność przez zaistnienie w mediach, a okazał się rujnującym ich życie mirażem. Dwóch młodych mężczyzn, Harry i Tyrone, oraz dziewczyna jednego z nich, postanowili zarobić większe pieniądze na handlu narkotykami. Działalność dealerska miała trwać krótko i przynieść „krociowe” zyski. Niestety, wszyscy popadli w uzależnienie, a dziewczyna, przyciśnięta głodem narkotycznym, zdecydowała się na uprawianie nierządu. Z kolei samotna matka Harrego, dowiedziawszy się o możliwości występu w telewizji, rozpoczęła drakońską kurację odchudzającą, skutkiem czego doprowadziła się do wycieńczenia grożącego śmiercią. Reżyserski zamiar, by prześledzić proces popadania przez ludzi w rodzaj marzycielskiej psychozy, skwitowany został przez krytyka Bartosza Żurawieckiego sugestywnym komentarzem: „Aronofsky wyraźnie zazdrości igle, która przekuwa skórę, chciałby podążyć za płynem ze strzykawki, wedrzeć się z kamerą w trzewia”. Rzeczywiście, obraz kompletnej destrukcji naiwnych marzycieli ma coś wspólnego z naturalistycznie ukazaną wiwisekcją, w wyniku której odsłonięte zostają nie tyle „trzewia”, ile raczej patologicznie funkcjonująca psychika osób zaślepionych magią pieniądza bądź borykających się z problemem samotności.
Wyreżyserowany przez Marca Forstera film „Marzyciel”, ze świetnym w roli tytułowej Johnnem Deppem i dzielnie partnerującą mu Kate Winslet, wskrzesza czasy wiktoriańskiej Anglii z początku XX wieku, lecz przede wszystkim przenosi widza w baśniową Nibylandię, krainę szczęścia, wysnutą z wyobraźni Jamesa Mathew Barriego, autora słynnego „Piotrusia Pana”. Johnny Depp jako J. M. Barrie jest dorosłym chłopcem, który wymyka się z realiów świata, znajdując azyl właśnie w Nibylandii istniejącej dzięki jego marzycielskiej pasji. W tym królestwie marzeń można wreszcie poczuć smak życia uwolnionego od zła i wszelkich lęków. Na podkreślenie zasługują zwłaszcza dwa walory owej krainy szczęśliwości: jej wychowawczo-terapeutyczny wpływ na psychikę dzieci śmiertelnie chorej matki oraz złagodzenie cierpień tejże kobiety trawionej nieuleczalną chorobą. Film ujawnia potęgę marzenia jako środka przemieniającego rzeczywistość, w której ludzie narażeni na stresy, bóle, cierpienia i choroby nie mają szans na pełną samorealizację.
Ostatni z wykorzystanych przeze mnie filmów to powstały w roku 2010 jeszcze jeden obraz D. Aronofsky’ego pt. „Czarny łabędź”, nawiązujący do słynnego baletu P. Czajkowskiego „Jezioro łabędzie”. Kanwą fabularną filmu nie jest próba ekranizacji znanej baletowej historii, lecz opowieść o dramatycznych przygotowaniach do wystawienia na scenie tej muzyczno-tanecznej kompozycji. Niejedna tancerka marzy, by zostać primabaleriną. Taką właśnie szansę otrzymuje od reżysera wspomnianego spektaklu główna bohaterka filmu – Nina. Musi jednak wystąpić w roli zarówno Białego, jak i Czarnego Łabędzia, czyli wcielić się w dwie krańcowo różne postacie uosabiające dobro i zło. Problem powstaje w związku z opanowaniem drugiej z tych ról. Od tego, czy upora się z wynikłą trudnością, a więc czy zdoła oddać w tańcu cały demonizm odgrywanej postaci, zależy spełnienie się lub nie największego marzenia jej życia. Nina odkrywa, że aby Czarny Łabędź w jej interpretacji wypadł przekonująco, będzie zmuszona otworzyć się na działanie „sił zła”, przystać na ich ingerencję w jej przestrzeń psychiczną, co może ją narazić na śmiertelne niebezpieczeństwo. Krytyk Andrzej Kołodyński w recenzji filmu podkreślił, że za osiągnięcie artystycznego ideału trzeba płacić wysoką cenę. Filozoficzne uogólnienie tej opinii zawarł niemiecki badacz Rudiger Safranski w słowach: „w sztuce zło występuje jako temat i jako wewnętrzny warunek tworzenia”. Właśnie na coś w rodzaju „wchłonięcia zła w siebie” jako „wewnętrznego warunku tworzenia” zgodziła się Nina. Doszła dzięki temu do artystycznej perfekcji i spełniła swe marzenie, lecz zarazem uległa rozdwojeniu jaźni, w rezultacie czego nieświadomie zadała sobie śmiertelną ranę i wykonawszy z najwyższym kunsztem taniec Czarnego Łabędzia, zginęła na scenie.
W podsumowaniu wypowiedzi wypada mi stwierdzić, że niektóre spośród ludzkich marzeń bywają ryzykowne, mają swoje ukryte ciemne strony. Czasem prowadzą do jakiejś wielkiej „ofiary z siebie” bądź nawet samozatraty i wtedy nabierają tragicznego charakteru. Kiedy indziej stają się impulsem do rewizji poglądów, mogą zachęcać do pracy nad sobą, do podejmowania niezwykłych trudów czy inicjatyw. Zdarza się, że przynoszą ukojenie w cierpieniach albo wprowadzają w nieosiągalne dla innych wymiary rzeczywistości. Zawsze jednak zdają się ułatwiać wniknięcie w fascynującą „tajemnicę bytu”, poszerzając skalę naszych przeżyć i doświadczeń. Toteż mimo związanego z marzeniami ryzyka uważam, że aby móc się rozwijać i doskonalić, warto mieć w życiu śmiałe, ambitne i twórcze marzenia.
…………………………………………………………………………………………………………………………………………..
[Zalecałbym przygotować przed prezentacją stosownej wielkości arkusze z naniesionymi na nie cytatami ze źródeł wykazanych w obu zestawach bibliograficznych. Ponieważ cytaty te są wkomponowane w wystąpienie, można byłoby we właściwych momentach wskazać na nie i je odczytać – bez konieczności uczenia się ich na pamięć i bez ryzyka popełnienia błędu w trakcie ich przytaczania. Takie arkusze da się łatwo rozmieścić w sali egzaminacyjnej tuż przed rozpoczęciem prezentacji.]
Lista cytatów według kolejności ich pojawiania się w toku wystąpienia (każdy powinien się znaleźć na osobnym arkuszu):
1/ „Ale zmartwychwstał i wiedział o tym, czuł to w pełni całym odnowionym jestestwem, ona zaś – ona przecież żyła tylko jego życiem”
Narrator o Raskolnikowie i Soni –
z „Epilogu” w „Zbrodni i karze”
2/ „Ale kiedy jest się młodym, trzeba zobaczyć różne rzeczy, zbierać doświadczenia, myśli; poszerzać horyzonty”
Słowa rosyjskiego marynarza –
z „Jądra ciemności”
3/ „Człowiek wytwarza zło, jak pszczoła miód”
William Golding
(z książki Marii Janion „Wobec zła”)
4/ „Kiedy się już umie latać, wydaje się to tak niewiarygodnie łatwe. […] Widzę siebie jako ptaka, który leci razem z innymi; […] stajemy się – coraz mniejszymi punkcikami, aż wreszcie jest już tylko niebo. […] ledwo, ledwo udaje mi się wrócić w sen”
Tytułowy bohater „Ptaśka” o sobie
5/ „Aronofsky wyraźnie zazdrości igle, która przekłuwa skórę. Chciałby podążyć za płynem ze strzykawki, wedrzeć się z kamerą w trzewia”
Bartosz Żurawiecki
(z recenzji filmu „Requiem dla snu”)
6/ „W sztuce zło występuje jako temat i jako wewnętrzny warunek tworzenia”
Rudiger Safranski
(autor pracy naukowej: „Zło.Dramat wolności”)
Powracam do maturzystów. Oto kolejna propozycja prezentacji wybranego tematu na część ustną matury z języka polskiego.
Tym razem przedstawiam przykład pełnej wersji wystąpienia, łącznie z wymaganym w konspekcie planem prezentacji. Pozostawiam natomiast do wyboru oprawę audiowizualną występu egzaminacyjnego – ten element można ewentualnie uzupełnić zgodnie z własnym pomysłem.
Przeczytaj i zastanów się. Jeśli zamieszczony poniżej przykładowy materiał uznasz za interesujący, skontaktuj się ze mną. Mogę Ci pomóc w opracowaniu Twojego tematu na ustną maturę z języka polskiego. Nawet uczniowie, którzy mieli poważne trudności z tym przedmiotem, po nawiązaniu współpracy ze mną poradzili sobie doskonale na egzaminie maturalnym. Ty również stoisz przed taką szansą. Pamiętaj, im więcej czasu będziemy mieli do dyspozycji, tym pewniejszy staje się Twój sukces!
……………………………………………………………………………………
TEMAT: Wizerunki kobiet w literaturze. Omów temat, interpretując w ramach analizy porównawczej kreacje wybranych bohaterek. Uzasadnij swój wybór.
Bibliografia podmiotowa
1/ William Szekspir, Makbet, Poznań 1992.
2/ Fiodor Dostojewski, Zbrodnia i kara, Warszawa 1971.
3/ Bolesław Prus, Lalka, t. 1-2, Warszawa 1982.
4/ Zofia Nałkowska, Granica, Wrocław 1971, Biblioteka Narodowa I 204.
Bibliografia przedmiotowa
1/ Ryszard Przybylski, Dostojewski i „przeklęte problemy”. Od „Biednych ludzi” do „Zbrodni i kary”, Warszawa 1964, s. 247-293.
2/ Cezary Marcinkiewicz, „Przeklęte problemy” F. Dostojewskiego i jego wizja XXI wieku: na podstawie „Zbrodni i kary”, (dostęp on-line, Prace_Naukowe_Pedagogika-r2002-t11-s197-201.pdf).
3/ Grzegorz Sinko, Wstęp, [w:] W. Szekspir, Makbet, Wrocław1968, s. 5-45.
4/ Władysław Kopaliński, Encyklopedia „drugiej płci”, Warszawa1995, [hasło: (lady) Makbet, s. 322].
5/ Zbigniew Przybyła, Lalka Bolesława Prusa, Rzeszów 1995, s. 73-104.
6/ Marta Gibińska, „Makbet” – poezja w teatrze, [w:] Czytanie Szekspira, pod red. Jacka Fabiszaka, Marty Gibińskiej, Ewy Nawrockiej, Gdańsk 2004, s. 517-531.
7/ Dorota Nosowska, Słownik motywów literackich, wyd.3, Bielsko-Biała 2006, [hasła: Kobieta anioł, s. 181, Kobieta szalona, s. 191, Kobieta wyrachowana, s. 200, Kokietka, s. 206, Lalka, marionetka, s. 242, Stara kobieta, starzejąca się kobieta, s. 454, Zbrodniarz, zbrodnia, s. 583].
8/ Andrzej Zdzisław Makowiecki, 1600 postaci literackich, wyd.3, Warszawa 2011, [hasła: Bogutówna Justyna, s. 116, Krzeszowscy, baronostwo, s. 528, Stawska Helena, s. 929-930, Wąsowska Kazimiera, s. 1037, Makbet Lady, s. 599-600, Marmieładowa Zofia (Sonia) Siemianowna, s. 621-622].
Plan prezentacji maturalnej.
1/ Wstęp.
2/ Kobiety toksyczne, demoniczne, które źle kończą: Lady Makbet – Justyna Bogutówna.
a) Charakterystyka Lady Makbet,
b) Charakterystyka Justyny Bogutówny,
c) Podsumowanie prezentacji porównawczej pierwszej pary bohaterek – charaktery tych kobiet są bardzo różne, wiele je dzieli, ale łączy wspólny schemat ich losu: zbrodnia niszczy obie bohaterki doprowadzając je do ostatecznego upadku i zmarnowania życia.
3/ Kobiety zgryźliwe, trudne we współżyciu: baronowa Krzeszowska – Cecylia Kolichowska.
a) Charakterystyka baronowej Krzeszowskiej,
b) Charakterystyka Cecylii Kolichowskiej,
c) Podsumowanie prezentacji porównawczej drugiej pary bohaterek – kobiety o trudnych charakterach, po ciężkich przejściach, nie budzą w swoim otoczeniu sympatii; w gruncie rzeczy są osobami prawymi, a jeśli popełniają coś, co ludzi od nich odstręcza, to czynią tak z powodu twardej konieczności życiowej bądź pod wpływem mylnych sądów o różnych innych postaciach.
4/ Kobiety „anioły”: Sonia Marmieładow – Helena Stawska.
a) Charakterystyka Soni Marmieładowej,
b) Charakterystyka Heleny Stawskiej,
c) Podsumowanie prezentacji porównawczej trzeciej pary bohaterek – obie bohaterki są uosobieniem dobroci, szlachetności, zdolności do poświęceń, ostatecznie mimo ciężkich życiowych doświadczeń ich sytuacja stabilizuje się, znajdują zaspokojenie swych potrzeb i pragnień, los jednej i drugiej układa się w końcu pomyślnie i szczęśliwie.
5/ Kobiety pogodzone ze światem, miłośniczki życia: prezesowa Zasławska – Żancia Ziembiewiczowa (matka Zenona).
a) Charakterystyka prezesowej Zasławskiej,
b) Charakterystyka Żanci Ziembiewiczowej,
c) Podsumowanie prezentacji porównawczej czwartej pary bohaterek – w przypadku obydwu kobiet najbardziej widoczne są ich pozytywne cechy w postaci niezwykłej dobroci, życzliwości wobec innych i umiłowania życia.
6/ Kazimiera Wąsowska. Postać intrygująca i nieco tajemnicza. Trudno ją porównać z jakąś inną kreacją kobiecą. Wąsowska jest dumna i świadoma swej niezwykłej kobiecej atrakcyjności, uczuciowa (zarazem obdarzona gorącym temperamentem), sprytna, umiejąca zadbać o swoje interesy (najlepsza ambasadorka samej siebie), lojalna wobec Łęckiej, śledzi skwapliwie historię miłości Wokulskiego do panny Izabeli; nie słychać, by z kimś oficjalnie lub pokątnie romansowała (dba o swoje dobre imię).
7/ Wnioski końcowe.
[Treść wystąpienia:]
Kompozycja mojej wypowiedzi będzie opierać się na zestawieniu w czterech parach ośmiu wybranych bohaterek z różnych utworów literackich oraz dodatkowo dziewiątej, którą chciałbym/-abym przedstawić na końcu, jako szczególnie intrygującą indywidualistkę. Zestawiając bohaterki parami jestem całkowicie świadomy/-a zachodzących między nimi różnic, ale najbardziej zależy mi na wykazaniu istotnych podobieństw, jakie między nimi zachodzą.
Pierwszą parę tworzą kobiety „toksyczne”, demoniczne, które źle kończą. Chodzi o Lady Makbet, żonę tytułowego bohatera dramatu Szekspira, oraz o Justynę Bogutównę, postać z Granicy Zofii Nałkowskiej.
Dla pierwszej z wymienionych kobiet zbrodnia miała być drogą do najwyższych godności, splendorów i szczęścia, a stała się przyczyną nieoczekiwanych kłopotów, rozpadu małżeństwa, choroby graniczącej z obłędem, wreszcie ostatecznej klęski życiowej zakończonej samobójstwem. Pewna początkowo swej mocy Lady Makbet, która nakłoniła męża do królobójstwa, przeobraża się z biegiem akcji w kobietę dręczoną poczuciem winy. Wydaje jej się, że ma ręce we krwi i nie może ich obmyć. Nie potrafi zagłuszyć sumienia i odzyskać równowagi psychicznej, dlatego sama wymierza sobie sprawiedliwość, pozbawiając się życia.
Justyna Bogutówna, bohaterka powieści Nałkowskiej, dała się uwieść mężczyźnie, którego uważała za kogoś lepszego od innych i zapewne na swój sposób pokochała. Jej uległość wobec Zenona sprawiła, że Justyna zaszła w ciążę i przekonawszy się, że ojciec poczętego dziecka nie chce go, zdecydowała się na aborcję – ta zbrodnia doprowadziła młodą kobietę do załamania psychicznego, potem do próby samobójczej, a na koniec do swoistego samosądu nad Ziembiewiczem.
Charaktery tych kobiet są bardzo różne, jeszcze więcej dzieli je pod względem pochodzenia, żyją w całkiem odmiennych epokach, ale wspólny jest schemat ich losu: zbrodnia wyniszcza je, doprowadzając do ostatecznego upadku, do zmarnowania życia.
Do drugiej pary postaci włączyłem/-am kobiety zgryźliwe, trudne we współżyciu, niekiedy wręcz odpychające, to znaczy baronową Krzeszowską z Lalki i Cecylię Kolichowską z Granicy.
O baronowej Krzeszowskiej należy powiedzieć, że pochodzi z mieszczaństwa, ale rozporządza znacznym majątkiem, dzięki czemu ożenił się z nią zrujnowany arystokrata – baron Krzeszowski. Małżeństwo nie należy do udanych, baron opuszcza żonę, oddaje się głównie hazardowi. Tymczasem baronowa przeżywa traumę z powodu śmierci jedynej córki, jest przez tę stratę zgorzkniała, nosi w sercu nieutulony ból nie mogąc się spełnić w macierzyństwie. Żyje w poczuciu osamotnienia. Wszyscy zdają się zwracać przeciwko niej, nawet studenci z kamienicy Łęckich uprzykrzają jej życie. Baronowa bywa złośliwa, pisze anonimowe donosy na panią Stawską, której w głębi duszy zazdrości kilkuletniej córeczki. Krzeszowska nie jest osobą lubianą. Trzeba jednak zaznaczyć, iż te przywary wynikają głównie z jej nieszczęść i niepowodzeń życiowych.
Panią Cecylię Kolichowską cechuje wrodzone czarnowidztwo. Dwukrotnie zamężna jest właściwie nieszczęśliwa w obu tych związkach, choć za Konstantego Wąbrowskiego (pierwszego męża) wyszła z miłości, natomiast Aleksander Kolichowski, który był dla niej tyranem i zazdrośnikiem, okazał się na koniec także oszustem, zdradzającym żonę z inną kobietą. Pani Kolichowska, trochę podobnie jak Krzeszowska, jest niespełniona jako matka, po rozstaniu z chorym synem wychowywała nieswoje dziecko – Elżbietę Biecką, siostrzenicę. Jednak przed śmiercią spotkała się z kalekim jedynakiem, który przyznał, że zawsze ją wielbił, podziwiał i kochał, a jednocześnie był zazdrosny o drugiego męża, uważając go za „złego człowieka”.
Są to kobiety o wyjątkowo trudnych charakterach, których życie nie pieściło, stąd nie budzą w swym otoczeniu akceptacji ludzkiej, choć w gruncie rzeczy są kobietami prawymi, a jeśli popełniają coś, co ludzi od nich odstręcza, to czynią tak z powodu twardej konieczności życiowej, doznanych zawodów i rozczarowań bądź pod wpływem mylnych sądów o innych postaciach.
Moja trzecia para bohaterek to kobiety „anioły”.
Występującą w Zbrodni i karze Sonię Marmieładową cechuje prawdziwa „anielskość” i płynąca stąd dobroć. Mimo iż Sonia została prostytutką, by ratować przed śmiercią głodową najbliższych, okazała się kobietą zdolną heroicznie pokochać zbrodniarza Raskolnikowa, w którym potrafiła dostrzec przede wszystkim wartościowego człowieka, kogoś, kto dał się zwieść własnym wypaczonym ambicjom. Miłość Soni towarzyszącej zbrodniarzowi na zesłaniu odradza moralnie Raskolnikowa, pozwala mu zrozumieć i odpokutować swą winę, daje szansę na nowe życie. Oczywiście Sonia, kiedy tylko nadarza się okazja, porzuca uprawianie nierządu, więc i ona dzięki miłości doznaje swoistego oczyszczenia.
Helenę Stawską upodobnia do Soni głównie jej niezwykła naturalna dobroć, uczciwość i wewnętrzna nieskazitelność. I ją także dręczą przeciwności losu – nieudane małżeństwo, nieszczęśliwa miłość do Wokulskiego czy niesprawiedliwe posądzenie o kradzież lalki, które mogło zepsuć jej reputację. Stawska umie zdobyć się na życie przyzwoite, ciche i skromne, chociaż los nie szczędził jej ciężkich ciosów.
Obie bohaterki są z natury dobre, szlachetne, zdolne do poświęceń. Ostatecznie mimo bolesnych życiowych doświadczeń znajdują zaspokojenie swych potrzeb i pragnień, stabilizują się życiowo, ich losy – po burzliwych przejściach – układają się pomyślnie i szczęśliwie.
W ostatniej parze zestawiłem/-am kobiety pogodzone ze światem, miłośniczki życia – prezesową Zasławską z Lalki i panią Żancię Ziembiewiczową z Granicy.
Również prezesową natura obdarzyła „genem dobroci”. Nadto ta budząca powszechną sympatię staruszka odznacza się życiową mądrością, darzy ją więc uznaniem całe jej otoczenie, instynktownie lgną do niej nawet domowe zwierzęta. W młodości pani Zasławska nie zdobyła się na zerwanie więzi ze swym arystokratycznym środowiskiem, nie wyszła za mąż za kochanego z wzajemnością stryja Wokulskiego, który był tylko ubogim wojskowym. Do końca życia żałowała tej decyzji w przekonaniu, że zrezygnowała z największej i najcenniejszej wartości, o którą warto w życiu zabiegać.
Osobą o wybitnie afirmatywnym stosunku do rzeczywistości jest matka Zenona Ziembiewicza, pani Żancia. Wyróżnia ją szczególna pogoda ducha i „jasnowidztwo” życiowe, we wszystkim dostrzega dobre strony, jest otwarta na świat i ludzi, ma poczucie ładu dzięki niezachwianej wierze w czuwającą nad nią Opatrzność, pozostaje wdzięczna Bogu za wszystko, co ją spotkało, choć jej życie wcale nie było usłane różami. Pani Żancia nie obawia się starości, w podeszłym wieku zachowuje aktywność i gotowość niesienia pomocy najbliższym. Potrafi pogodzić się z losem zarówno wtedy, gdy umiera jej mąż, jak i w chwili, gdy traci syna.
W przypadku obydwu kobiet najbardziej widoczne są ich pozytywne cechy w postaci niezwykłej dobroci, życzliwości wobec innych i spontanicznego umiłowania życia.
Kazimiera Wąsowska z Lalki to postać ze wszech miar nietuzinkowa, intrygująca i nieco tajemnicza. Trudno ją porównać z jakąś inną kreacją kobiecą. Jest dumna i świadoma swej nieprzeciętnej kobiecej atrakcyjności, uczuciowa, namiętna, wrażliwa, ale też zaradna, umiejąca zadbać o swoje interesy i dobre imię. Pozostaje lojalna wobec Łęckiej, śledzi skwapliwie historię miłości Wokulskiego do Izabeli, próbując nawet interweniować na rzecz podtrzymania tego związku w chwilach „kryzysowych”. Zna się na ludziach – wartościowych umie rozpoznać i docenić. Nie słychać, by z kimś oficjalnie lub pokątnie romansowała, ceni samą siebie i swą niezależność.
We wniosku końcowym chciałbym/-abym podkreślić, że w wybranych przeze mnie kreacjach kobiecych uderza ich niezwykłe zróżnicowanie w zakresie cech indywidualnych – od kobiet zdolnych do zbrodni po kobiety o „anielskich” duszach i sercach. Wszystkie one są na swój sposób ciekawe, wiodą żywoty na miarę swoich predyspozycji, ambicji, życiowych planów i dążeń. Usiłują zrealizować swe kobiece powołanie, choć nie zawsze godziwie. Są wśród nich takie, które mimo trudności i przeszkód osiągają sukcesy, czują się „spełnione”, ale nie brakuje też takich, które popełniają błędy nie do naprawienia i w rezultacie same się unicestwiają, jak to bywa w realnym życiu.
Propozycja opracowania tematu głównie dla uczniów szczególnie zainteresowanych językiem polskim, lubiących czytać, chcących poszerzać wiedzę w zakresie ponadprogramowym, zwłaszcza zaś dla przyszłorocznych maturzystów planujących zdawanie języka polskiego na poziomie rozszerzonym.
…………………………………………………………………………………….
Bolesław Prus – pisarz i dziennikarz, świadomy wychowawca społeczeństwa (na podstawie wybranych utworów i felietonów).
Różnorodne formy działalności literackiej Prusa podporządkowane były zawsze służbie społeczeństwu. Zmuszało to pisarza do śledzenia bieżących spraw społecznych i do ich wnikliwej analizy. Zarazem umożliwiało prezentację różnych postaw ludzkich w warunkach zmieniającej się z dnia na dzień rzeczywistości, szczególnie w jej wymiarze społecznym i ekonomicznym. Prus podejmował te wysiłki chcąc wskazać swoim czytelnikom podstawowe źródła zagrożeń, jakie niosła współczesna cywilizacja. Zwłaszcza szybki rozwój przemysłu i handlu dostarczał materiału do obserwacji przemian zachodzących w środowisku miejskim.
W szkicu powieściowym pt. „Powracająca fala” twórca przedstawił nowy typ bohatera – wielkiego przemysłowca przybyłego z Niemiec, który w Polsce uruchomił fabrykę tkanin bawełnianych. Stary Adler w młodości ciężko pracował dążąc do zdobycia majątku, dzięki któremu mógłby wieść beztroskie życie wypełnione podróżami i zabawami. Jednak w miarę bogacenia się opanowały go już tylko dwie żądze: pracy i pieniędzy. Robotnikami zatrudnionymi w fabryce pogardzał, stanowili oni dla niego jedynie siłę roboczą, którą można bezkarnie wyzyskiwać. Adler miał syna Ferdynanda. Kochał go na swój sposób, od najmłodszych lat przyzwyczajał do wygód, otaczał służbą, nawet próbował kształcić wynajmując prywatnych guwernerów, ale poza przekazaną mu dziedzicznie tężyzną fizyczną i gorącym temperamentem „nie rozwinął w nim wyższych instynktów”. Marzył, że już niebawem sprzeda fabrykę i wraz z synem będzie się oddawał przyjemnościom życia. Ferdynand wyrósł na lekkoducha rozmiłowanego w zbytku, unikającego pracy. Podczas pobytu za granicą narobił długów, które ojciec zmuszony był spłacić. Z tej właśnie przyczyny obniżył płace robotnikom, za co został przez nich znienawidzony, podobnie jak Ferdynand, który nadal szastał pieniędzmi na oczach całego miasteczka. Między fabrykantem a robotnikami dochodziło do ostrych konfliktów. Również miejscowa prasa krytykowała bezwzględne metody wyzysku stosowane przez starego Adlera. On jednak na nic nie zwracał uwagi, nie słuchał nawet ostrzeżeń swego przyjaciela, pastora Bohmego. Pewnego razu w wypadku poniósł śmierć jeden z najzdolniejszych majstrów w fabryce, Gocławski, który przepracowywał się, by jak najszybciej zarobić pieniądze na założenie własnego warsztatu. Był on nie tylko cenionym fachowcem, ale też człowiekiem lubianym przez kolegów. Rodzina zmarłego została bez środków do życia. Wypadek ten oburzył załogę, doszło nawet do strajku, lecz Adler zwolnił kilku buntowników wymuszając w ten sposób na innych posłuszeństwo. Ferdynand czuł jednak, że ojciec stracił szacunek u ludzi i pragnął temu jakoś zaradzić. Wkrótce nadarzyła mu się okazja, by wyzwać na pojedynek sędziego Zaporę, w którym widział jakby uosobienie zbiorowej niechęci ludności miasteczka wobec ojca. Był przekonany, że stając do tego pojedynku broni honoru rodzinnego, więc występuje w słusznej sprawie. Mimo to odczuwał lęk i osamotnienie, opinię publiczną miał przeciwko sobie. Los zdarzył, że przeciwnik śmiertelnie postrzelił Ferdynanda. Młody człowiek zmarł w obecności bezradnego ojca. Fabrykant Adler utraciwszy syna popadł w rozpacz. Został bowiem zupełnie sam na świecie, co oznaczało dla niego ostateczną klęskę życiową. Fala krzywdy, która wcześniej z jego powodu pochłonęła Gocławskiego, powróciła uderzając w samego krzywdziciela i rujnując mu życie. Adler podpalił swoją fabrykę i sam zginął w płomieniach nie umiejąc się pogodzić z tragedią, jaka go spotkała. Walor wychowawczy tej „opowieści” Prusa wyraża się w przestrodze udzielonej tym wszystkim, którzy własne szczęście chcieliby budować na krzywdzie innych ludzi.
O wiele szerzej i wszechstronniej nakreślił pisarz obraz życia społecznego w swym najgłośniejszym dziele pt.”Lalka”. Ukazał tutaj w panoramicznym przekroju losy wielu bohaterów, spośród których większość reprezentowała różne kategorie ludności zamieszkującej Warszawę. Jest obecna na kartach „Lalki” arystokracja, bogate mieszczaństwo, stan kupiecki, Żydzi, wreszcie najubożsi rzemieślnicy, studenci i pospólstwo miejskie egzystujące na granicy nędzy. Główny wątek stanowią dzieje miłości Wokulskiego do panny Izabeli Łęckiej. Jest to miłość heroiczna, ale zarazem nieszczęśliwa, ponieważ uczucie kupca galanteryjnego nigdy nie zostało docenione i nie doczekało się odwzajemnienia ze strony dumnej, choć zepsutej i próżnej arystokratki. Mimo, że siła miłości popchnęła Wokulskiego do wielkich czynów i poświęceń, nie przyniosła mu szczęścia z powodu nieusuwalnych barier stanowych. Prus ukazując życie arystokracji, obnażył jej próżniactwo, pychę, egoizm, chorobliwe ambicje i – w gruncie rzeczy – nieprzydatność w nowoczesnym społeczeństwie. Uznał, że jest to najbardziej pasożytnicza grupa społeczna, która w dodatku opóźnia postęp cywilizacyjny zniechęcając do działania jednostki zdolne i przedsiębiorcze, a niekiedy wręcz je demoralizując. Prawdziwe zasługi w oczach arystokracji nic nie znaczą, liczy się tylko to, czy komuś płynie w żyłach „błękitna krew” czy nie, a więc przynależność do elitarnego grona „wybranych”. To, że Wokulski pochodził ze szlachty, że walczył w powstaniu, że był zesłany na Syberię, gdzie z własnej woli studiował nauki przyrodnicze, że następnie potrafił zdobyć olbrzymi majątek bez szachrajstwa, że stworzył wiele miejsc pracy i zawsze wspierał potrzebujących, że opłacał różne instytucje dobroczynne, że nawet książętom i hrabiom założył spółkę do handlu z cesarstwem, która przynosiła akcjonariuszom ogromne zyski – to wszystko okazało się niewystarczające, by uznać go „za swego” lub przynajmniej przestać mu na każdym kroku wytykać jego kupiectwo, jak gdyby to było jakieś zło hańbiące człowieka. Panna Izabela wzgardziła jego miłością, wolała flirtować z ludźmi pokroju Starskiego, fircykami salonowymi, którym życie upływało na hazardzie, przelotnych romansach i „łowieniu” posażnych panien. Można nawet wątpić, czy Łęcka była naprawdę zdolna kogokolwiek pokochać, choćby to był człowiek z jej sfery. Prus przedstawił ją bowiem jako kobietę kaleką pod względem uczuciowym, podobną do pięknej lalki o pustym wnętrzu. Ale tendencja wychowawcza kazała mu obarczyć odpowiedzialnością za ten typ kobiet całą klasę społeczną, która takie istoty „hodowała”, a nawet ludzi spoza kręgu arystokracji, lecz ślepo w nią zapatrzonych i zazdroszczących jej uprzywilejowanej pozycji. Sami przecież kupcy także mieli Wokulskiemu za złe, że ich „zdradził” i próbował bratać się z książętami. Ostatecznie Łęcka sama się ukarała tracąc bodaj jedynego mężczyznę, który szczerze ją kochał. Być może zrozumiała to dopiero wówczas, gdy było już za późno. I przeżyła wstrząs, pod wpływem którego postanowiła wstąpić do klasztoru, jak o tym wspomina pod koniec powieści Ochocki w rozmowie z Szumanem.
Chyba jedyną bohaterką pozytywną wywodzącą się z arystokracji jest w „Lalce” prezesowa Zasławska, właścicielka majątku ziemskiego, osoba w podeszłym już wieku, potrafiąca wzbudzać spontaniczną sympatię w całym swoim otoczeniu. W młodości kochała stryja Wokulskiego, który był ubogim szlachcicem w randze porucznika. Nie wyszła za niego tylko dlatego, że na drodze do szczęścia młodej pary stanęły przesądy stanowe. Prezesowa żałowała tej zmarnowanej miłości do końca swego życia. Jej historia stanowi jeszcze jeden dowód na to, jak często nierówność pochodzenia unieszczęśliwiała zakochanych. W podobnej przecież sytuacji znalazł się niegdyś doktor Szuman, Żyd, który pokochał chrześcijankę i któremu jej rodzina także pokrzyżowała plany małżeńskie. Narzeczona Szumana umarła z żalu, a on usiłował odebrać sobie życie. Ostatecznie został uratowany, ale przez wiele lat prowadził samotne badania naukowe odizolowawszy się od świata i nigdy do końca nie odzyskawszy wiary w ludzi. Oto jakie konsekwencje, według Prusa, pociągały za sobą sztuczne podziały dzielące przedstawicieli różnych sfer czy wyznań. Pisarz walczył z tymi uprzedzeniami ukazując ich tragiczne następstwa, wzywał do wzajemnego poszanowania, tolerancji, miłości. Tak między innymi realizował swoją misję wychowawcy społeczeństwa.
W kwestii żydowskiej opowiedział się Prus zdecydowanie przeciw antysemityzmowi, chociaż był świadomy, że Żydzi w pewnym stopniu sami zrażali do siebie Polaków. Widać to zwłaszcza w „Pamiętniku starego subiekta” spisywanym przez Rzeckiego. Pan Ignacy niepokoi się wyczuwając coraz większą wrogość chrześcijańskiej części społeczeństwa do starozakonnych, choć całkiem nieźle rozumie powody tej wrogości. Zna przecież doskonale Henryka Szlangbauma i wie, iż walczył on z Wokulskim w powstaniu, też był zesłany na Sybir, a po powrocie żył i pracował z Polakami, nawet zmieniał nazwisko na Szlangowski. Mimo to cierpiał szykany w czasie wzrostu nastrojów antysemickich, miał trudności z pracą, z których zresztą wybawił go Wokulski. Lecz kiedy Szlangbaum trochę się wzbogacił, natychmiast wykorzystał okazję i odkupił sklep od przyjaciela oraz zajął jego miejsce w zarządzie spółki handlowej, uprzedził wszystkich i nawet swego współrodaka Szumana próbował podobno „okpić”. Co więcej, jako nowy pryncypał dał się poznać od innej, niezbyt chwalebnej strony. Wszak Rzecki wyraźnie zanotował o nim w „Pamiętniku”: „Dawniej był potulny, dziś arogant i pogardliwy, dawniej milczał, kiedy go krzywdzono, dziś sam rozbija się bez powodu. […] Za to wobec gości jest uniżony. […] Ale wobec swoich podwładnych istny hipopotam”. W innym miejscu podczas rozmowy z Wokulskim pan Ignacy wyraził bardzo charakterystyczny pogląd dotyczący całej rasy żydowskiej: „Gdziekolwiek ich spotkałem, w Peszcie, w Konstantynopolu, w Paryżu i w Londynie, zawsze widziałem jedną zasadę: dawać jak najmniej, a brać jak najwięcej, tak we względzie materialnym, jak i w moralnym…”. Gdy jednak wyczuł, że zanosi się na wybuch jawnej już nienawiści do Żydów, starał się powściągać zacietrzewionych subiektów, Klejna i Lisieckiego, nie pozwalał im otwarcie krytykować Szlangbauma, postępując podobnie w stosunku do swych kompanów, radcy Węgrowicza i ajenta Szprota. Konsekwentnie usiłował łagodzić zadrażnienia polsko-żydowskie. Rzecki zgadzał się wprawdzie z Szumanem, gdy ten twierdził, że Polacy zawsze dotąd myśleli, jak wydawać pieniądze, a Żydzi, jak je zarabiać, lecz mimo wszystko był przeciwny pogłębianiu konfliktów narodowościowych, prezentując zapewne w tej kwestii stanowisko samego autora „Lalki”.
Powieść przynosi nadto pochwałę wysiłków ludzkich przyczyniających się do rozwoju nauki. Niezwykle ciekawą postacią jest profesor Geist, który w Paryżu prowadzi badania nad wynalezieniem metalu lżejszego od powietrza. Człowiek ten wszystkie doświadczenia wykonywał sam, gdyż odkąd wystąpił z pomysłem zmniejszania ciężaru właściwego metali, Akademia Francuska uznała go za dziwaka opętanego nierealnymi marzeniami. Geist proponował Wokulskiemu współpracę. Dał mu nawet blaszkę z tajemniczego stopu, która była lekka jak piórko. Twierdził, że gdyby kilka osób pomogło mu w przeprowadzeniu koniecznych doświadczeń, przyspieszyłoby to nowe odkrycie i już wkrótce z niezwykłego metalu można by budować machiny latające. Geist był spragniony sławy, ale też chciał swoim wynalazkiem służyć najlepszej części ludzkości. Sam Wokulski w czasach studenckich też robił różne eksperymenty w dziedzinie mechaniki i chemii, lecz potem, zakochawszy się w Łęckiej, poniechał wszelkich prób naukowych. Nieraz wyrzucał sobie, że dokonał złego wyboru, ale uczucia zawsze brały w nim górę. Podziwiał i może trochę zazdrościł Ochockiemu, który mimo że należał do arystokracji, rwał się do działań badawczych i również marzył o „przypięciu ludziom skrzydeł”. Gdy dowiedział się o Geiście, pragnął do niego czym prędzej dołączyć. Toteż Wokulski przeznaczył mu w testamencie znaczną część swojego majątku. Z tych sekwencji powieściowych płynie jasny wniosek, że Prus cenił myśl twórczą i był pełen uznania dla ludzi organizujących postęp w różnych dziedzinach nauki, nawet jeśli dostrzegał, iż niektórzy z nich dążą do wynalazków raczej utopijnych.
Na osobny rozdział w dorobku pisarskim Prusa złożył się olbrzymi zbiór jego felietonów publikowanych w prasie warszawskiej w ciągu kilkudziesięciu lat na łamach takich czasopism jak „Kurier Codzienny”, „Kurier Warszawski” czy „Tygodnik Ilustrowany”. Wiązało się to z faktem, że w epoce pozytywizmu prasa zdobyła znaczny wpływ na życie społeczne. Felietony Prusa dotyczyły bieżących wydarzeń i odznaczały się bardzo zróżnicowaną tematyką. Przeznaczone dla szerokiego kręgu czytelników, musiały być pisane stylem jasnym, przystępnym, a w celu nadania im dodatkowej atrakcyjności – często żartobliwym. W taki sposób napisany został m. in. artykuł pt. „Wieża paryska”. Autor wykazał się w nim wyjątkowym poczuciem humoru, ale zarazem zrealizował pewne cele wychowawcze. Opisał bowiem prace trzech ekip przy budowie pawilonów wystawowych: ekipy francuskiej, niemieckiej i polskiej. Francuzi i Niemcy potrafili racjonalnie zorganizować sobie pracę, podzielili się rolami tak, aby każdy wiedział, co ma robić i nie przeszkadzał drugiemu. Wybrali dyrektorów czuwających nad sprawnym przebiegiem robót. Starali się ulepszać narzędzia i maszyny budowlane. Pomyśleli też o tym, by część zarobków przeznaczyć na oszczędności. Natomiast Polacy ciągle się kłócili. Ich dyrektorzy zajmowali się wymyślaniem nowych figur tanecznych na bale, którymi wypełniali cały swój wolny czas. O oszczędnościach nikt nie pamiętał. Efekt był taki, że po miesiącu gmachy Francuzów i Niemców stały gotowe, natomiast pawilon polski był ledwie zaczęty, a mimo to zachodziła obawa, czy lada moment nie legnie w gruzach. W felietonie ukazane zostały charakterystyczne cechy narodowe poszczególnych ekip: Francuzi wykorzystali swoją pomysłowość, Niemcy wytrwałość i siłę, zaś Polacy udowodnili, że w grupie pracować nie potrafią i że ponad pracę przedkładają zabawę. Tym sposobem próbował Prus uświadamiać polskiej opinii publicznej, jak pewne wady narodowe utrudniają Polakom rywalizację z Zachodem w dziedzinie pracy i postępu.
W innym fragmencie „Kroniki tygodniowej” autor skupił uwagę na problemie wartości dzieła sztuki, czyli tajemnicy geniuszu artystycznego, który przejawia się w dziele i oddziałuje na odbiorcę. Pretekstem do tych rozważań stał się obraz Gierymskiego pt. „Żydzi modlący się nad Wisłą w dzień Trąbek”. Malowidło to można było oglądać na warszawskiej Wystawie Sztuk Pięknych w 1888 roku. Temat dzieła wydawał się wierną „kopią” z natury, wręcz „fotografią” pewnego wycinka pejzażu nadwiślańskiego. A jednak ten sam widok w warunkach naturalnych nie wzbudzał w obserwatorze większego zainteresowania. Wrażenie piękna wywoływał dopiero obraz artysty. Prus zapewniał, że spacerował nad brzegiem Wisły i porównywał „naturę” z dziełem malarza, po czym dochodził do wniosku, że tylko dzieło wydawało mu się zajmujące, że w nim odnajdywał coś więcej niż zwykłe oko może dostrzec w naturalnym świecie. Niewątpliwie chodziło mu o zwrócenie uwagi widzów odwiedzających wspomnianą Wystawę na ten frapujący obraz Gierymskiego, ale jednocześnie o uwrażliwienie ich na wszelkie wytwory sztuk pięknych. Chciał zachęcić ludzi do częstszego obcowania ze sztuką wiedząc, że głębokie przeżycia estetyczne uszlachetniają człowieka i wzbogacają jego wnętrze. Jako wychowawca, któremu leżało na sercu dobro indywidualne i społeczne rodaków, położył Prus istotnie nieocenione zasługi.
Właściciel bloga pisze: 2024-08-24 o 22:17
Dla polonistów pracujących z młodzieżą w klasach ósmych, a poniekąd także dla ich podopiecznych, zamieszczam 2-częściowy konspekt, który może jednym i drugim, choć zapewne w różnym stopniu, pomóc w ich dydaktyczno-edukacyjnych eksploracjach. ………………………………………………………………… Materiał przeznaczony do realizacji w ciągu dwu jednostek lekcyjnych.
Temat: Poeta w świecie – w wizji C.K. Norwida. Na podstawie wiersza pt. Pielgrzym.
C e l e n a u c z a n i a:
Poznawcze – Uzmysławianie uczniom znaczenia zdiagnozowanej w wierszu dualistycznej (duchowo-cielesnej) kondycji istoty ludzkiej. Stymulowanie skojarzeń z tekstami poetyckimi, w których przedstawione zostały różne oryginalne kreacje podmiotów literackich. Rozpoznawanie funkcji pospolitych słów w ich poszerzonych zakresach semantycznych.
Kształcące – Ćwiczenie umiejętności identyfikowania i poddawania analizie logicznej różnych środków stylistycznych (porównanie, peryfraza). Uczulanie uczniów na naturalną w poezji polisemiczność wykorzystanych zasobów leksykalnych – zgłębianie specyficznych znaczeń, jakich nabierają w tekstach poetyckich nawet pospolite wyrazy typu: „stan”, „niebo”, „pielgrzym”, czyli kształcenie umiejętności analizy semantycznej słów z uwzględnieniem ich metaforyzującego kontekstu.
Wychowawczy – Budzenie w uczniach szacunku wobec zaprezentowanej w wierszu postawy autorefleksyjnej, będącej filozoficzną próbą wyznaczenia swojego statusu ontologicznego przez podmiot literacki.
Zasada – aktywne uczestnictwo w procesach dedukcyjno-kojarzeniowych.
Metoda nauczania – naprowadzająco-poszukująca.
Część I – Przewidywany przebieg czynności na pierwszej godzinie lekcyjnej:
1/ Ogólne określenie przedmiotu dwu kolejnych lekcji. Zapisanie tematu. – Glosa wprowadzająca o charakterze historycznoliterackim w formie notatki do zeszytów (podaje nauczyciel): Wiersz „Pielgrzym” wchodzi w skład obszernego cyklu utworów objętych wspólnym tytułem „Vade mecum”, tzn. „Pójdź ze mną”. Zbiór opracował Norwid w latach 1865 – 1866 w nadziei ogłoszenia go drukiem, do czego jednak za życia poety nie doszło. Cały cykl liczy sto wierszy. Zatem „Pielgrzym” jest tylko ogniwem szeroko zakrojonej kompozycji poetyckiej, która posiada swą wewnętrzną spójność oraz logikę rządzącą układem całości. – Poprosić o inne, znane uczniom, przykłady cyklów poetyckich, np. „Treny” J. Kochanowskiego lub „Sonety krymskie” A. Mickiewicza.
2/ Głośne odczytanie wiersza najpierw przez nauczyciela, potem przez wybranego (chętnego) ucznia.
3/ Przystąpienie do analizy tekstu – skupienie uwagi na pierwszej zwrotce, będącej poetycką „zajawką” tematyki utworu: – Wyszukujemy obecne w tej strofie porównanie i określamy jego dwie strony (chodzi o precyzyjne ustalenie – co z czym się porównuje?). Można raz jeszcze przytoczyć trzy pierwsze wersy, po czym naszkicować na tablicy następujący schemat (który uczniowie przenoszą do zeszytów): _________________________________________________________________________________ jedna strona porównania | druga strona porównania
„s t a n ó w – s t a n” | wieża stercząca w chmury stany | płaskie domy _________________________________________________________________________________
– Notujemy opis powyższych danych: coś, co kryje się za niezwykłym wyrażeniem „s t a n ó w – s t a n” tak się ma do innych „stanów”, jak „wieża stercząca w chmury” ma się do „płaskich domów”. ( Byłoby też rzeczą wskazaną wykonać na tablicy prosty szkic rysunkowy drugiego członu porównania, tj. przedstawić w formie odręcznego rysunku wieżę, która wznosi się wysoko ponad kilka okalających ją niskich domków.) – Wtrącenie istotnej uwagi, iż funkcją użytkową wielu porównań poetyckich jest wspomaganie wyobraźni czytelnika! – Wypisanie na tablicy szeregu następujących wyrażeń: stan (techniczny) pojazdu, stan zdrowia, stan wewnętrzny człowieka. W którym z tych wyrażeń znaczenie słowa „stan” byłoby najbliższe temu znaczeniu, w jakim wyraz ten został użyty w tekście wiersza? (oczywiście chodzi o wyrażenie trzecie). Wniosek: A zatem „s t a n ó w – s t a n” wyróżniony w utworze drukiem rozstrzelonym, a przez to szczególnie zaakcentowany, to coś takiego, co w przybliżeniu dałoby się określić jako „ nadzwyczajny stan wewnętrzny człowieka” (do zanotowania w zeszytach).
4/ Dalsze wyjaśnienia. Z kolei usiłujemy dociec i uściślić znaczenie słowa „Pan” (z następnej zwrotki) – dlaczego wyraz ten został napisany wielką literą, pomimo że nie jest pierwszym lecz dokładnie ostatnim wyrazem w wersie? Ta sugestia jest możliwa do wtrącenia na zasadzie pytania pomocniczego; można też poprosić uczniów o próby improwizowanych definicji tego terminu. – Najprawdopodobniej za określeniem tym kryje się Bóg (zasadne byłoby tutaj zasygnalizowanie uczniom zwyczajowo przyjętej pisowni słowa „Pan” wielką literą właśnie w odniesieniu do Boga, np. w potocznych zwrotach modlitewnych typu: Panie, zmiłuj się…, Wysłuchaj nas, Panie! itp.). Również w strofie drugiej pojawia się porównanie, które kieruje myśl odbiorcy zarówno ku różnicy, jak i ku pewnemu podobieństwu w sposobie istnienia Boga i człowieka. Gdzie bowiem przebywa Bóg? – wszędzie! Czy człowiek może w sensie fizycznym przebywać wszędzie? – oczywiście w takim sensie – nie! – Jednak w świetle refleksji zawartej w tej strofie, a potem rozwiniętej w dwu kolejnych, swoje istnienie uznaje podmiot za podobne do istnienia Boga o tyle, o ile wiąże się ono z posiadaniem „ruchomego domu”. To stwierdzenie podmiotu oznacza, że nie ma on stałego miejsca pobytu czy zamieszkania, nie czuje się trwale związany z żadną konkretną przestrzenią, przeciwnie, jego los określa nieustanna mobilność. – Przypomnieć uczniom znane im już z poprzednich lekcji pojęcie peryfrazy (omówienia): „ruchomy dom z wielbłądziej skóry” – to namiot bądź sandał. Peryfraza jest jednym z częstych środków stylistycznych w poezji (obok metafor, epitetów i porównań). W omawianym utworze „ruchomy dom” nasuwa skojarzenie z ciągłą wędrówką. Przykłady innych peryfraz poetyckich: z chińskich ziół ciągnione treści – to… herbata!, stambulskie oddychać gorycze – to tyle, co palić tytoń (oba cytaty pochodzą z wiersza Mickiewicza pt. „Zima miejska”), woda / z ziarnek pszenicy ogniem wymęczona – to wódka (z „Balladyny” Słowackiego). Peryfrazy wzbogacają przekazywane treści, a nadto pełnią ważną funkcję estetyczną, stanowią ozdobę stylu wypowiedzi.
5/ Próba ustalenia relacji: podmiot – adresat. Do kogo zwraca się podmiot literacki w drugiej strofie? Lub inaczej: kto kryje się pod zaimkiem Wy ? Z całą pewnością można stwierdzić, że są to jacyś ludzie. Podkreślić wagę kończącego tę strofę wielokropka z wyjaśnieniem: wielokropek oznacza często urwanie myśli, czyli celowe niedopowiedzenie lub przemilczenie czegoś, ale może też sygnalizować odwrotne znaczenie tej części wypowiedzi, która go poprzedza; w strofie drugiej wiersza „Pielgrzym” zdanie jest tak sformułowane, że znaczy przez swoją odwrotność; s e n s: podmiot zdaje się sugerować, że on właśnie jest podobny do „Pana” (Boga) przez to, iż posiada „ruchomy dom” ( w domyśle: choć ludzie, do których się zwraca, sądzą, że jest inaczej).
Część II – Planowany przebieg postępowania analityczno-interpretacyjnego na drugiej lekcji:
1/ Rekonstrukcja procesu „samopoznania” postaci mówiącej w wierszu. Ponowne odczytanie trzeciej i czwartej zwrotki utworu – o kim tam mowa? Taka formuła pytania prowokuje lapidarną odpowiedź: podmiot mówi sam o sobie. Co składa się na „pełnię” istoty podmiotu? Łatwo ustalić, iż chodzi o dwa współtworzące tę postać komponenty: – element duchowy (dusza); – element cielesny (stopa – warto zauważyć, że termin ten jest użyty w wierszu w znaczeniu dosłownym i zarazem metaforycznym, stanowi bowiem synonim całej cielesności podmiotu).
2/ Wykrywanie i interpretowanie relacji sytuujących w określony sposób podmiot wobec Boga. – Przytoczenie samego początku strofy czwartej: „Przecież i ja…”; zwrot ten nakazuje pamiętać o kimś jeszcze poza podmiotem. Nietrudno domyślić się, że chodzi tu o Boga, bo przecież z Nim właśnie porównywał się podmiot już wcześniej (w zwrotce drugiej). – Wskazanie na podstawie trzeciej i czwartej strofy, w jakich „przestrzeniach” przebywa podmiot literacki? Z jego słów wynika, że raz „w niebie”, to znów „na ziemi”. W tym punkcie analizy można wtrącić pytanie: czyją siedzibą w potocznym pojęciu jest „niebo”? – oczywiście Boga. Płynie stąd wniosek, iż postać mówiąca ma w pewnych momentach dostęp tam, gdzie według potocznych wyobrażeń przebywa sam Bóg! Przykładowe dalsze pytania: czy jednak ten, kto przemawia w utworze, „w nieba łonie trwa” całą swoją ludzką istotą? – okazuje się, że tylko duszą, ciało bowiem niejako z natury przynależy do ziemi. Pozostaje zatem rozstrzygnąć, z którą z tych „przestrzeni” podmiot czuje się ściślej i trwalej związany? Zawarte w jego przekazie wyznania świadczą, że z niebem, gdyż „ziemi tyle tylko ma, ile jej stopa jego pokrywa, dopokąd on idzie” (w domyśle: kiedyś więc iść przestanie i wtedy jego materialny – lub inaczej mówiąc – c i e l e s n y związek z ziemią ulegnie zerwaniu). Ciałem człowiek może ogarnąć jedynie bardzo niewielki skrawek powierzchni ziemi, duchem zaś jest w stanie dosięgać aż „łona nieba”. – Osobnego wyjaśnienia wymaga fakt, że prawie wszystkie wyrazy w ostatniej strofie wiersza zostały zapisane drukiem rozstrzelonym (tzw. s p a c j ą). Zachodzi pytanie, dlaczego? Takie wyróżnienie graficzne zapisu wskazuje, że mieści się w nim szczególnie ważna myśl – związek podmiotu ze światem ziemskim ma charakter przemijający, temu ograniczeniu nie podlega natomiast obecny w nim pierwiastek niematerialny, porywana nieraz ku niebu „dusza”.
3/ Analiza semantyczna słowa „pielgrzym”. – Odwołanie się do znaczenia potocznego, które w tym przypadku niemal dokładnie odpowiada znaczeniu realnemu (zwanemu też słownikowym), „pielgrzym” bowiem to ktoś odbywający zazwyczaj pieszą wędrówkę do jakichś słynnych miejsc kultowych w celu złożenia tam ofiary modlitewnej (można wysondować, czy wśród uczniów są osoby, którym zdarzyło się uczestniczyć w tak rozumianym „pielgrzymowaniu”). – Rozpatrzenie znaczenia wyrazu „pielgrzym” w kontekście wiersza; powinno prowadzić do wniosku, że słowu temu nadany został sens metaforyczny, skutkiem czego jako tytuł oznacza ono raczej „człowieka idącego przez życie (doczesne) na ziemi”. Wędrówką pielgrzymią w poetyckim sensie staje się tu nie pewien dystans pokonywany w celu realizacji przyjętej z góry intencji religijnej, lecz pochód człowieka przez wszystkie dni jego ziemskiego żywota.
4/ Omówienie motywu „pielgrzyma–poety” (w nawiązaniu do tytułu utworu oraz formuły tematu lekcji). – Postawienie problemu: dlaczego podmiotowi, który zdaje się identyfikować z tytułowym „pielgrzymem”, należałoby jednocześnie przyznać prawo do miana „poety”? Dać uczniom możliwość swobodnego wypowiedzenia się w powyższej kwestii. Potem nauczyciel przekazuje ustnie następujące wyjaśnienia: – Do rangi poety urasta podmiot między innymi dlatego, że swoją obecność na ziemi przyrównał do p i e l g r z y m o w a n i a przez życie w poczuciu duchowej wspólnoty z Bogiem. Świadomy przemijalności tego, co w człowieku doczesne (”ciało”), przywiązuje zasadniczą wagę do tego, co w nim wieczne („dusza”). Ponadto dostrzega pewne podobieństwo w sposobie ludzkiego bytowania w warunkach ziemskich (ciągle „ruchomy dom”) do istnienia Boga „wszędzie”.
5/ Podyktowanie uczniom notatki końcowej: Z relacji podmiotu przemawiającego w wierszu „Pielgrzym” wynika, że swą ludzką kondycję postrzega on dwuwymiarowo. Ciałem czuje się związany z ziemią, duszą – z niebem. W obszarze świata ziemskiego jest tylko przechodniem dysponującym wciąż „ruchomym domem”. W ustawicznym przemieszczaniu się widzi jednak pewne podobieństwo do sposobu, w jaki istnieje Bóg. Przy tym zachowuje świadomość, iż ziemi ma zaledwie tyle, ile jej może pokryć stopą, dopóki idzie. Stąd życie doczesne traktuje jako pielgrzymkę, która kiedyś musi dobiec kresu i której celem ostatecznym jest osiągnięcie pełni istnienia w wiecznotrwałym „niebie” Boga. Rozpoznanie i objawienie tego stanu rzeczy nadaje mu status obywatela świata i czyni godnym miana „poety”.
6/ Praca domowa: Opisz, jak manifestują się niezwykłe właściwości podmiotów–poetów w wierszach C.K. Norwida „Fatum” i K. Wierzyńskiego „Dyskobol”. [Ten ostatni znany uczniom z zajęć w klasie VII].



